Strony

czwartek, 1 grudnia 2016

Co nam w jodze pomaga? - Śri Aurobindo Ghosh

Śri Aurobindo - Co Nam w Tej Jodze Pomaga


CO NAM W TEJ JODZE POMAGA*
(*Z książki: „Synteza Jogi”)

Najświętszą księgą (Śastra) w naszej Jodze jest wieczna Weda (prawda) ukryta w sercu każdej myślącej istoty. Lotos przedwiecznej mądrości i doskonałości kryje się jako stulony, zamknięty pąk w głębi naszej duszy. Otwiera swe płatki prędko albo powoli, miarowo, rozchylając jeden za drugim, przez następujące po sobie przejaśnienia, od chwili gdy człowiek poczyna zwracać się ku Wieczystemu, a serce jego przestaje zamykać się w przywiązaniach do tego co znikome i przejściowe, a "zakochuje się” w Nieskończonym. Odtąd całe życie, wszystkie zdolności, energie, myśli, odbiorcze czy też czynne doznania, zmieniają się w bodźce, we wstrząsy które rozbijają twarde skorupy więżące duszę i odrzucają przeszkody opóźniające nieunikniony jej rozkwit. Kto wybiera Nieskończone, już został przez Nieskończone wybrany. Dotknęło go boskie tchnienia, bez którego nie masz zbudzenia się w duchu; ale raz go dotknęło, najwyższe osiągnięcie jest pewne i niezawodne; czy dokona się ono szybko, w przeciągu jednego życia, czy też w przeciągu ich wielu, pełnych cierpliwych wysiłków i powolniejszego rozwoju w przejawionym wszechświecie.

Nic nie możemy się nauczyć co by nie było już w naszym umyśle czy duszy ukryte, jako śpiąca potencjalna wiedza, oczekującaobudzenia się. Podobnie wszelka doskonałość do jakiej zewnętrzny człowiek jest zdolny, jest jeno wyrażeniem wieczystej doskonałości jego Ducha. Możemypoznawać to, co jestboskie, możemy sami stawać się nim, tylko dlatego że w najtajemniejszej głębi naszejistoty już tym jesteśmy. Wszelkie nauczanie jest jeno odsłanianiem ukrytego, wszelkie stawanie się – rozchylaniem się od wewnątrz. Odkrycie Siebie – Ducha -jest tego tajemnicą; poznawanie siebie i rozszerzanie się świadomości oto środki w dokonywującym się procesie. Bodźcemw tym procesie jest zazwyczaj Słowo, to, co jest usłyszane ( Śruti). To Słowo może przyjść z wewnętrznej głębi, może również przyjść do nas z zewnętrz.Ale w obu wypadkach jest ono tylko czynnikiem pośrednim, bodźcem budzącym ukrytą w nas wiedzę aby poczęła działać. Słowo wewnętrzne może być głosem naszej najgłębszej istoty, która jest zawsze otwarta ku Bogu; albo może też być słowem ukrytego, a nieznanego, wszechogólnego Mistrza, który przebywa w każdym sercu. I czasem – dość rzadko – zdarza się że już więcej nic nie potrzeba, że to wystarcza, bowiem reszta Jogi rozwija się już pod tym samym kierownictwem; lotos mądrości rozchyla się od wewnątrz mocą promieniejącej światłości Tego, który przebywa w lotosie serca człowieka. Wielcy zaiste – ale jakże nieliczni – są ci, dla których to poznanie siebie płynące z wewnątrz wystarcza, którzy nie potrzebują wpływu jakiejś księgi, albo żywego widzialnego nauczyciela.

Zazwyczaj Słowo płynące z zewnątrz – a jest ono jakby przedstawicielem Boga – jest potrzebne jako pomoc w pracy poznawania siebie i miarowego rozwoju; może to być Słowo idące z przeszłości, albo znacznie silniejsze, słowo żyjącego Guru.

Czasem to przedstawicielskie Słowo jest podane jako pretekst do obudzenia i przejawienia własnej wewnętrznej siły; jest to jakby ustępstwo ze strony wszechpotężnej i wszechwiedzącej Mocy na rzecz ogólnego prawa działającego w przyrodzie. Upaniszady mówią np. o Krisznie, synu Dewaki, który otrzymał jedno słowo od Riszi Gora i posiadł wszechwiedzę. A Ramakriszna, po osiągnięciu własnym wewnętrznym wysiłkiem głównego Oświecenia, przyjmował jeszcze paru nauczycieli różnych dróg Jogi; ale niebywała szybkość z jaką realizował każdą z tych dróg, wykazywała że to przyjęcie jest ustępstwem na rzecz ogólnej zasady, która głosi iż wiedza, aby być skuteczna, musi być przekazana uczniowi przez Guru.

Zwykle jednak ten wpływ z zewnątrz zajmuje o wiele większe miejsce w życiu Sadhaki; jeśli jego Joga kieruje się Słowem pisanym, (Śastra) które wyraża doświadczenie jakiegoś dawnego Jogina, jest ona praktykowana tylko przez osobisty wysiłek, albo z pomocą Guru. Wówczas zdobywa duchową wiedzę przez rozmyślanie nad przekazywanymi naukami, które stają się żywe i świadome przez jednoczesne realizowanie ich w osobistym doświadczeniu; czyli Joga rozwija się na podstawie ustanowionych metod przekazanych uczniowi przez Księgi albo tradycję, a wzmocnionych i rozjaśnionych ustnymi naukami żyjącego Guru. Jest to oczywiście nieco węższa droga Jogi, ale bardziej bezpieczna, i, w obrębie swych granic, skuteczna, gdyż idzie się po dobrze znanym szlaku ku wyraźnie określonemu celowi.

Ale uczeń naszej integralnej Jogi musi pamiętać, że żadna pisana, choćby największa w swym autorytecie i o najszerszych założeniach księga, nie może być niczym więcej jak częściowym wyrazem wieczystej Mądrości. Uczeń może studiować i zgłębiać, ale nigdy nie powinien dopuścić aby jakaś, choćby najświętsza księga miała go ograniczyć. Jeśli jest ona głęboka, o najszerszych, uniwersalnych założeniach, wpływ jej może być dlań w dużej mierze dobroczynny, zbliżający go do nieprzemijającego dobra, może mieć nawet niezastąpione dla jego życia znaczenie, zwłaszcza jeśli będzie poparty własnym doświadczeniem budzenia się duszy ku wieczystym i najwyższym prawdom. I może nawetprzez długi czas jego Joga będzie pod wpływem którejś z tych wielkich ksiąg, jak Bhawawad Gita, czy Upaniszady lub Wedy w Hinduizmie. Może także zwracać się do rozmaitych ksiąg i różnych tradycji a nie tylko do hinduskiej, ale w końcu musi stanąć sam; jeszcze lepiej jeśli zdoła nawet od samego początku opierać się głównie na doznaniach własnej duszy i jej najgłębszych odczuciach, poza słowem pisanym o Prawdzie, poza wszystkim co słyszał, czy może usłyszeć; albowiem nie jest uczniem żadnej księgi ani ksiąg; jest uczniem Nieskończonego.

Zwłaszcza w naszej integralnej, czy syntetycznej Jodze jest ważne aby nie być związanym żadną tradycją ani formą przeszłości, albowiem choć przyjmuje ona mądrość wieków przeszłych, ale stara się organizować ją odpowiednio dla teraźniejszych i przyszłych czasów. Zupełna swoboda wewnętrznych doświadczeń i formułowania wiedzy w nowych terminach, wskazując nowe jej zastosowania, są w naszej Jodze warunkami kształtowania siebie. W swym usiłowaniu ogarniania całości życia uczeń naszej Jogi nie jest podobien do pielgrzyma na szerokim gościńcu, a raczej (przynajmniej w tym jednym względzie) do przedzierającego się przez dziewiczy las odkrywcy, który wyrąbuje w gąszczu nowe i trudne ścieżki.

Joga zbyt długo była oddalona od życia; w pradawnych czasach mogło to być dobre, ale wiele upłynęło wieków, zmieniły się warunki i wewnętrzne doświadczenia ludzkości, posunęła się ona znacznie w prądzie wieczystego Czasu; więc trzeba te same zagadnienia inaczej, po nowemu oświetlać.

Przez naszą Jogę nie tylko dążymy do Nieskończonego, ale i wzywamy go aby zstąpiło, a może raczej rozchyliło się, w ludzkim życiu. Dlatego też "księga święta” (Szastra) naszej Jogi musi zapewnić całkowitą swobodę odbiorczej duszy człowieka. Swobodne dostosowywanie sposobów i rodzajów Jogi do indywidualnego przyjmowania w duszę tego, co jest powszechne i wszystko przewyższające (transcendentalne) jest nieodzownym warunkiem pełnego duchowego rozwoju człowieka. Można powiedzieć iż integralna Joga osiągnie swą doskonałość, gdy każdy jej uczeń będzie mógł dążyć do pełni swego rozwoju, idąc wedle własnej natury, własną drogą Jogi, ku temu, co przewyższa i naturę i drogę. Bowiem wolność jest zawsze prawem jak i ostatecznym urzeczywistnieniem.

Na razie możemy tylko zakreślić pewne ogólne linie, które dopomogą w kierowaniu myślą i czynem ucznia; ale mogą to być tylko prawdy powszechne, zasady najogólniejsze, wyraźne ale jak najszersze drogowskazy dla wysiłków ucznia, a nie ściśle określony system prawideł których trzeba jak rutyny się trzymać. Wszystkie księgi o Jodze są wynikiem doświadczeń przeszłych i pomocą w przyszłych; mogą się stać częściowo przewodnikami, jak drogowskazy które podają nazwy dróg i miejscowości i już znany kierunek w którym ma iść wędrowiec, aby nie pobłądzić i nie zmylić drogi. Ale reszta tj. część główna zależy od wysiłku i własnych doświadczeń ucznia, oraz od poziomu jego widzialnego Kierownika (Guru).

* * *

Rytm rozwijających się coraz nowych doświadczeń i doznań, oraz ich zasięgu, jak i "temperatura” i siła dokonywujących się w uczniu wyników tych doznań, zależą przede wszystkim – tak na początku jak i przez długi czas praktyk – od żarliwości dążenia i osobistego wysiłku ucznia. Cały proces Jogi polega na odwróceniu się ludzkiej duszy od egocentrycznych stanów świadomości, pochłoniętej zazwyczaj zewnętrznymi pozorami i przyciąganiem widzialnych zjawisk i przedmiotów, i na skierowaniu całej jej uwagi ku stanom głębszym, w których Powszechne i Najwyższe może zstąpić w duszę i ją przeistoczyć. A więc pierwszym i najważniejszym czynnikiem jest żarliwość w tym odwróceniu się i napięciu siły która kieruje duszę w głąb. A sprawdzianem kalibru tej żarliwości będzie wzlot serca, siła woli, skupienie myśli, wytrwałość wysiłku i intensywność energii wkładanej w pracę. Idealny uczeń może o sobie powiedzieć: „Spalam się w mej żarliwości dla Pana”; ta najżarliwsza ku Panu tęsknota całej naszej istoty, to najgorętsze pragnienie serca aby sięgnąć w Boskość, są istotnie płomieniem, który pochłania i przepala nasze małe „ja”, niszczy jego ograniczenia, i rozbija jego ciasne ramy, czyniąc możliwym przyjęcie w duszę Wyższego, tego, co jest powszechne, a więc przewyższa nawet najszerszą i najsilniejszą indywidualność człowieka.

Ale jest to tylko jedna strona owej siły, która działa w nas ku doskonałości. Proces naszej integralnej Jogi składa się z trzech okresów lub szczebli, niezbyt wyraźnie od siebie oddzielonych, ale w pewnej mierze następujących po sobie. Przede wszystkim musi istnieć dążenie, gorąca chęć przekroczenia siebie, i tęsknota ku temu co jest boskie; następnie gotowość (uzyskana przez dłuższą pracę) przyjęcia w duszę tego, co jest górne, ponad nią, tego, cośmy wpierw choćby na chwilę, dotknęli, i chęć przemienienia całej naszej świadomej istoty; a wreszcie użycie tego przeistoczonego człowieczeństwa jako ośrodka boskiego życia w świecie. Osobisty wysiłek ucznia musi trwać nie słabnąc dopóki nie utrwali się w nim, przynajmniej w znacznej mierze, owa komunia i jednoczenie się z tym co jest boskie; ale w miarę jak te stają się coraz silniejsze i nieprzerywające się, uczeń może coraz bardziej zdawać sobie sprawę z tej innej niż jego własna energii, energii przewyższającej jego egocentryczne usiłowania i największe osobiste zdolności; może rozumieć i czuć iż to Ona poczyna w nim działać, i uczy się powoli poddawać się tej Potędze, i przekazywać niejako Jej działaniu w sobie wszystkie procesy Jogi. Aż w końcu jego własna wola i energia jednoczą się zupełnie z ową wyższą Potęgą; pogrąża je całkowicie w boską Wolę i jej wszechogólną uniwersalną Siłę. Odtąd to Ona kieruje przetwarzaniem jego mentalnej, żywotnej i fizycznej natury, z tą bezstronną, spokojną mądrością, do której jego gwałtowne i ciasne "ja” nie jest zdolne. Dopiero gdy to zjednoczenie i utożsamienie się jest całkowite, ośrodek boskiej energii jest gotów do działanie w świecie. Oczyszczony, prześwietlony giętki i podatny, może teraz być użyty przez najwyższą Potęgę do jej bezpośredniej akcji w Jodze o wiele szerszej, bo dla całej ludzkości, dla duchowego postępu lub przetwarzania życia całej ziemi.

W istocie ta wyższa Potęga działa zawsze. Nasze poczucie własnego wysiłku i dążenia pochodzi od egoistycznego intelektu, który usiłuje łączyć się i identyfikować ale w złym kierunku i w bardzo niedoskonały sposób, z ruchem boskiej Energii. Intelekt upiera się aby stosować do doświadczeń ponad-normalnych sfer, te same sprawdziany i terminy mentalne, jakich używał w swych doświadczeniach wśród zwykłego życia w świecie gdzie działamy z poczuciem egoizmu; lubimy przywłaszczać i sobie przypisywać działania, które w istocie dokonywa w nas powszechna energia; a jesteśmy skłonni uważać za skutki naszej własnej, osobistej woli, mądrości, siły czy cnoty, to, co jest właściwie selektywną, kształtującą, i ku postępowi pobudzającą akcją Energii Wyższej, w obrębie naszej myśli, życia i ciała. Dopiero oświecenie przekonywa nas że nasze „ja” jest jeno narzędziem; poczynamy wówczas rozumieć i czuć iż wszystkie te ruchy są o tyle tylko naszymi, iż należą do naszego najwyższego Ducha, który stanowi jedność z Energią transcendentną, a w żadnej mierze nie są własnością „ja”, które im służy za instrument. Do nas należą ograniczenia, zatory, skrzywienia, tak, ale prawdziwa moc w działaniach jest boska. Gdy jaźń człowieka zrozumie, że jego wola jest jeno narzędziem, a domniemana mądrość jest właściwie dziecinna i niewiedząca; a moc jest niemowlęcym chwytaniem tego co się da, na oślep; a cnota jest zarozumiałością; i wreszcie nauczy się zaufać całkowicie temu, cojest stokroć wyższe – wówczas znajduje swe zbawienie. W pozornej wolności i samo-utwierdzaniu naszej osobowej istoty, do której jesteśmy tak gorąco przywiązani, ukrywa się dość bierne poddawanie się tysiącznym impulsom, sugestiom, bodźcom i wpływom najróżniejszych sił. Nasze „ja” które się tak często lubi chwalić swoją wolnością, jest właściwie w każdej chwili niewolnym pionkiem, marionetką, zabawką niezliczonych istot, mocy, wpływów i energii Natury.

Samooddanie naszego „ja” temu co jest boskie, stanowi w istocie nasze wypełnienie; całkowite poddanie się temu, co jest od człowieka wyższe, staje się jego oswobodzeniem od swych więzów i ograniczeń i wejściem w doskonałą wolność.

Ale w praktycznym rozwoju każdy z tych trzech okresów jest potrzebny i użyteczny, i należy mu dać miejsce i czas w swej Sadhanie. Nie jest np. ani bezpieczne ani użyteczne zacząć od najwyższego, wykluczając dwa pierwsze stadia; gdyż nawet jeśli zdołamy od samego początku całym sercem i myślą uznać Najwyższe, jednak istnieją w naszej naturze różne czynniki, które jeszcze nie pozwalają aby uznanie to zmieniło się w przeżyte doświadczenie; a bez niego wiara nie może stać się dynamiczną rzeczywistością, a jest jeszcze wciąż pojęciem, a nie żywą prawdą, twierdzeniem wiedzy, a nie żywą działającą mocą. A jeśli nawet to urzeczywistnianie mocy już się rozpoczęło, nie jest bezpiecznie zbyt wcześnie sobie wyobrażać że jesteśmy już w rękach Najwyższego, lub działamy tylko jako jego narzędzia. Takie przypuszczenie może wnieść fatalny element fałszu, albo sprowadzić bierność, albo też zasilenie ruchów naszego "ja', przez moc imienia Najwyższego, co całą drogę Jogi może wypaczyć. Musi istnieć, dłuższy lub krótszy okres wewnętrznej pracy i wysiłku, gdy człowiek ma odrzucić mroki i zatory niższej natury i zwrócić się wyraźnie, a czasem nawet gwałtownie, ku boskiej Światłości. Energie umysłu, wzruszenia i uczucia serca, pożądania natury żywotnej, a nawet ruchy fizycznego organizmu muszą być definitywnie zwrócone we właściwym kierunku, albo nauczone odpowiadania na istotne wpływy. Dopiero gdy to zostaje osiągnięte, można myśleć o całkowitym poddaniu natury niższej wyższemu, bowiem wówczas ofiara ta może już być przyjęta. Osobista wola ucznia musi najpierw „uchwycić” egoistyczne energie i skierować je ku światłu i dobru; a gdy się już ku nim zwrócą musi wciąż czuwać i tak je nauczyć i wytrenować aby zawsze się tam zwracały, zawsze uznawały wyższe, zawsze za nim zdążały. W miarę jak ta nauka zostaje przyswojona uczeń poznaje jak używać tej własnej woli, własnych energii i własnego wysiłku, w pełnym poddaniu się wyższemu wpływowi, uważając je niemal jako przedstawicieli wyższej Potęgi. A postępując na drodze Jogi pozna, iż jego wola, wysiłek i energia przestają być jego własne i oddzielne, a stają się wyrazem działania w nim samym tej wyższej Potęgi.

Ale wciąż jeszcze pozostaje rodzaj przepaści, czy też dystansu; pomiędzy boskim ośrodkiem a wyłaniającym się dopiero prądem siły ucznia, i potrzebny jest pewien okres przejściowy, dość mroczny, pełen nie zawsze dokładnych, a nieraz nawet bardzo skrzywiających proporcje przeżyć, by go zmniejszyć. Ale przy końcu procesu, w miarę jak uczeń pozbywa się coraz bardziej egoizmu i niewiedzy, ta ostatnia dzieląca ściana znika.

* * *

Podobnie jak najwyższa "Śastra” naszej integralnej Jogi – to wieczysta "Weda” tajemnicy serca każdego człowieka; tak i najwyższy tej Jogi, kierownik i Guru – to ów "Dźagad-Guru”, Nauczyciel Świata, który zawsze trwa w najgłębszej tajemnicy naszej istoty. To on niweczy nasz mrok jaśniejącą światłością swej mądrości; to jego światło w nas rozpala się coraz jaśniej, w coraz wspanialsze objawienia; to on powoli odsłania w nas, swoją naturę, swoją wolność, szczęście, miłość, moc – nieśmiertelne swe cechy. On ukazuje nam boski ideał i przetwarza naszą niższą naturę w jego żywe odbicie. On przez swą obecność i prąd swej siły którą zlewa, umożliwia indywidualnej jednostce osiągnąć zjednoczenie, czy nawet utożsamienie się z tym, co jest powszechne i najwyższe.

Jakaż jest metoda i system tego Guru? Nie posiada on żadnej metody, a zarazem i używa wszystkich. A systemem jego jest naturalne organizowanie wszelkich ruchów naszej psychiki i najwyższych procesów do jakich jesteśmy zdolni; zajmuje się on nawet najdrobniejszymi, szczegółami, i pozornie najmniej znaczącymi czynami, z taką samą troską i starannością jak i największymi; a w końcu wznosi i przemienia wszystko. Albowiem w naszej Jodze nie ma rzeczy zbyt drobnych, aby ich nie można było zużytkować, ani zbyt wielkich, aby nie można było odważyć się po nie sięgnąć. I jak nie może istnieć dla ucznia tego Mistrza pycha i egoizm, bowiem wszystko się dlań dokonywa z góry; tak i niema miejsca na zniechęcenie czy rozpacz nad osobistymi uchybieniami czy usterkami swojej natury. Gdyż moc która w nim działa jest bezosobista – lub ponadosobista – i nieskończona.

Pełne poznanie tego wewnętrznego Kierownika, Mistrza Jogi, który jest światłem i celem wszystkich ofiar i wysiłków ucznia, jest w naszej Jodze integralnej doskonałości, niezmiernie ważne. Nie jest rzeczą zasadniczą czy go uczeń najprzód ujrzy jako bezosobistą mądrość, miłość, i moc, ukrywającą się poza rzeczą wszelką; czy jako Absolut przejawiający się w skończonym i ograniczonym; czy jako najwyższego Ducha, w sobie i we wszystkości; czy jako boską Postać w swej duszy i we wszechświecie w jej niezliczonych kształtach i imionach; czy wreszcie w jakimś najwyższym obrazie czy idei, którą zdoła sobie sam wyobrazić. Zależnie od przeszłej ewolucji i naszej obecnej natury, wrota naszej duszy otworzą się dla tej czy innej „formy'' czy postaci owego Mistrza Jogi, On, który jest wewnętrznym kierownikiem jest nieraz zupełnie ukryty; często zasłania go przed okiem ucznia jego osobisty, nazbyt gorący wysiłek, zbyt duże pochłonięcie sobą i własnymi celami. Ale w miarę jak rozjaśnia się coraz bardziej widzenie ucznia, a podniecenie osobistymi egoistycznymi wysiłkami maleje, zastąpione spokojniejszą samowiedzą, poznaje on wyraźnie źródła wzrastającego w nim światła. Poznaje to przeważnie w perspektywie, w okresach minionych; teraz dopiero zdaje sobie sprawę iż jego dawne, pozornie sprzeczne i ciemne ruchy i przeżycia, miały swój cel; jak, nawet na długo przed jego zainteresowaniem się Jogą, rozwijanie się linii jego życia już prowadziło do tego przełomowego momentu, do zawróceniu na swej osi. Dopiero teraz poczyna rozumieć sens swoich walk, zmagań, wysiłków, tęsknot, upadków i wzlotów. Nareszcie jest w stanie widziećukryteznaczenie swych udręczeń, tragizmów, nieszczęść i przeciwności, które wtedy gdy go spotykały zdawały się być bezcelowe i okrutne; teraz może ocenić bezstronnie ich sens, może ujrzeć iż stały się pomocą w jego wewnętrznym rozwoju, i wreszcie przyznać, że nawet upadki, potknięcia i grzechy były użyteczne.

Po tym przejrzeniu poznajemy już i w teraźniejszości działania boskiej kierowniczej siły, która prowadzi nas naprzód; czujemy że myśl nasza zostaje rozjaśniana przez wyższą Myśl; a wola i czyny są kierowane przez wszech-ogarniającą Potęgę; a wzruszenia i uczucia oczyszczają się i wznoszą przez wszechprzyciągającą siłę Miłości i szczęścia. Odczuwamy teraz i w bardziej osobistym stosunku, owo boskie dotknięcie, które rozszerza się i pogłębia, aż zagarnia nas całkowicie żywo odczuwaną obecnością odwiecznego Przyjaciela i Kierownika. Poznanie to sięga największej głębi naszej istoty, pomaga nam rozwijać się „na obraz i podobieństwo” tego stokroć wyższego istnienia, w dziwny, niemal cudowny sposób. Pojmujemy teraz iż jest to tylko dlatego możliwe, że nie jest wcale skutkiem naszych własnych wysiłków; po prostu odwieczna Doskonałość kształtuje ukrytą w nas, na swój obraz. Jak tą Doskonałość nazwiemy nie jest ważne. W filozofii Jogi to Iśwara-Kierownik w naszej świadomej wewnętrzna] istocie; Absolut dla abstrakcyjnego myśliciela; a Niepoznawalne dla agnostyka, powszechna energia dla materialisty, czy Wszech-Duch najwyższa Śakti, dla hinduskiego Bhakty. Wszystko to są imiona nadawane Jedynemu. W każdej religii i filozofii przedstawia się go inaczej; właśnie ta Rzeczywistość Jedyna jest przez nas uważana za Mistrza naszej integralnej Jogi.

Ujrzeć ją i poznać w sobie i poza sobą, stać się nią w pełni, objawić w naszej wewnętrznej, a potym i zewnętrznej naturze, było zawsze tajemnym celem, a dziś staje się i świadomym dążeniem, naszego na ziemi istnienia. Zdobyć pełną jej świadomość w każdej cząstce naszej istoty, a także i w tym, co nasz wiecznie dzielący intelekt za zewnętrzność uważa, jest osiągnięciem szczytu indywidualnego istnienia. Poznawać i cieszyć się nią w każdym doświadczeniu, w aktywnym czy biernym przeżyciu, w pokoju czy w walce, w jedności czy różnorodności, oto szczęśliwość do której indywidualna dusza, (Dziwa) przejawiona w naszym świecie, nieustannie, acz rzadko świadomie, zdąża. I w tym się zawiera cel naszej Jogi; jest to oddanie i wyrażenie w indywidualnym doświadczeniu prawdy, którą wszechprzyroda w sobie ukrywa i w największym trudzie usiłuje odsłonić. Jest to przeistoczenie ludzkiej duszy w duszę boską, a tzw. „naturalnego życia” w życie święte i Boga objawiające.

* * *

Najpewniejszą drogą do tego integralnego wypełnienia jest znaleźć Mistrza tajemnicy w głębi duszy własnej i otworzyć się bez reszty ku działaniu jego boskiej potęgi. Ale, zwłaszcza na początku, nie jest to dla naszego małego „ja”, jego egoistycznej i ciasnej świadomości – łatwe; tym bardziej nie łatwo utrzymać to otwarcie się w każdej chwili i w każdej okoliczności. Trudne to jest dlatego że nasze egoistyczne przyzwyczajenia myśli, odczuwania i wrażeniowości, zablokowują w nas drogi i przewody, przez które możemy wejść w kontakt, a potym go stale utrzymać. Jest to trudne bo wiara, ufność, odwaga i smooddanie, konieczne na tej drodze, nie są łatwe dla duszy otoczonej chmurami egocentryzmu. Nasz ograniczony umysł wcale się nie entuzjazmuje, ani pragnie się zapoznawać z procesami boskiego działania; lubi on używać błędów chcąc znaleźć prawdę; cierpienia dla odkrycia szczęścia a niedoskonałości aby osiągnąć doskonałość. Nasze "ja” nie może zrozumieć ku czemu się je prowadzi; buntuje się przeciw kierowniczej mocy, traci ufność i odwagę, zniechęca się i rozpacza. Te słabości i upadki nie byłyby ważne, gdyż nasz boski Kierownik nie przyjmuje naszych buntów jako obrazę, ani się zniechęca brakiem zaufania i niezliczonymi słabościami, posiada bowiem bezgraniczną miłość matki, a cierpliwość prawdziwego nauczyciela; ale cofając naszą pełną i dobrowolną zgodę na kierownictwo, trącimy świadomość, a nieraz i pełnię jego dobroczynnych skutków. Zazwyczaj cofamy ową zgodę gdyż nie umiemy rozróżnić co należy do naszego Ducha, a co do niższej natury przez którą on przygotowuje swe samo-objawienie. Podobnie jak w życiu na świecie, tak i w sobie, nie możemy widzieć Boga ani jego działań, albowiem działa w nas poprzez naszą naturę, a nie przez szereg dowolnych czynów i cudów. A człowiek najczęściej chce cudów aby uwierzyć; chce aby światło uderzyło i olśniło go, by przyznać, że jest światłem. A owa niecierpliwość i ślepota mogą się stać niebezpieczeństwem i katastrofą, jeśli w naszym buncie przeciwko boskiemu kierownictwu, wezwiemy innych, wypaczających Jogę sił, które nas kuszą łatwiejszą, bardziej gładką i przyjemną drogą, schlebiając naszym impulsom i pragnieniem; jeśli do tych sił zwrócimy się o pomoc, i... nazwiemy je boskim imieniem.

Podczas gdy człowiek z trudnością może uwierzyć i zaufać czemuś niewidzialnemu w sobie, poddaje się i wierzy chętnie w obrazy boskości poza sobą. I można powiedzieć, że większość ludzi potrzebuje zewnętrznej podpory dla swego wewnętrznego rozwoju; jakiegoś widzialnego obrazu Boga, albo Jego żywego, dotykalnego przedstawiciela w osobie jakiegoś proroka, świętego, nauczyciela; a nieraz pożąda obu i... pomoc otrzymuje. Albowiem wedle potrzeb duszy ludzkiej boskość się objawia jako Najwyższy, czy jako boski człowiek, a nawet po prostu jako Człowiek, używając tej "maski”, tego „przebrania” – które nieraz tak go skutecznie ukrywa -jako środka do przekazywania swej kierowniczej mocy.

W hinduskiej religii, a raczej drodze wewnętrznego rozwoju, mamy trzy pojęcia odpowiadające tej potrzebie duszy ludzkiej – "Iśta-dewata" to postać Boga najwyższego wybrana przez nas jako najbliższa, opiekuńcza, pomocna; Awatar czyli wcielenie Boga na ziemi zstąpienie Jego i objawianie się od czasu do czasu dla pomocy całej ewolucji ziemskiej, (za Awatara jest uważany Śri Krisznaz Bhagawad Gity a szerokość hinduska za takiego uważa i Chrystusa i Buddhę, choć byli założycielami innych religii. Przyp. tłumacza) wreszcie Guru, duchowy kierownik, który jest dla ucznia jakby najbardziej dostępnym przedstawicielem Najwyższego.

Niemal każda religia uznawała konieczność takiego zbliżenia do duszy ludzkiej Niepojętego, przez nadanie Mu kształtu i imienia. Bóg jest wszystkością i jeszcze czymś więcej niż wszystkością; ale jakże ma człowiek swą wątłą myślą wyobrazić sobie tą wielkość większą niż wszystkość? Nawet na początku samo wyobrażenie wszech-ogarniającej wielkości jest dla człowieka za trudne; przejmuje go niemal przerażenie na samą o niej myśl. Dlatego to przez długi czas potrzebuje symbolów, obrazów, idei, które by przemówiły do jego uczuć i wyobraźni; ten okres jest konieczny jeśli ma się zbliżyć do chwili gdy zdoła wyjść poza wszystkie symbole, w kontakt żywy i własny z Najwyższym.

Potrzebą duszy ludzkiej jest też widzieć pośrednika pomiędzy sobą a Niepojętym, pośrednika bliskiego mu swym człowieczeństwem – temu właśnie odpowiada Awatar – wcieleniem Boga w najdoskonalszym Człowieku. I tego jeszcze duszy ludzkiej za mało; Guru to kierownik, żywy nauczyciel, który oczywiście jest wyżej od ucznia, ale może być tylko nieco bliższy boskości niż on; i przekazuje mu wiedzę, którą już sam posiadł i uczy stawiać kroki na ścieżce Jogi, którą już sam poznał; przedstawia on dla ucznia najbliższego Przyjaciela wyobrażającego dlań wielkość i ideał.

Uczeń naszej integralnej Jogi może uciekać się do wszystkich tych trzech żywych pojęć, ku pomocy na swej drodze, zależnie od swej natury; byle unikał fanatyzmu i ciasnoty, uważającej zarówno swoją religię, jak swego Guru za najwyższego na ziemi. W samym charakterze naszej Jogi leży konieczność szerokości, więc uczeń nieraz usiłuje wczuć się i w inne postaci Awatarów, czczone w religiach innych niż jego własna, jako w przejawienia jedynej Prawdy.

Nie powinien też zapominać jaki jest cel tych zewnętrznych bądź co bądź pomocy, a jest nim zawsze: obudzenie duszy ku boskości w niej samej. Zanim tego nie dokona nie zajdzie daleko. Nie wystarcza czcić Krisznę, Buddhę czy Chrystusa poza nami, jeśli nie obudzi się w sobie ducha Kriszny, Buddhy, Chrystusa, i nie osiągnie z biegiem czasu Jego pełnej w sobie postawy. Wszystkie pomoce, nawet największe, idące ku nam od zewnątrz, są jeno pomostem pomiędzy nie przetworzoną, nie zwróconą jeszcze ku duchowi naszą naturą, a objawieniem Boga w duchu naszym, w głębi.

* * *

Każdy Guru prawdziwej Jogi,a więc inaszej, używa trzech środków w pomaganiu uczniowi: nauczania, przykładu i niewidocznego wpływu. W nauczaniu mniej dba o przekonywanie, jak o budzenie własnej myśli, dociekania, wgłębiania się ucznia w każde zagadnienie. Więcej budzi aniżeli naucza. Przykład działa silniej niż nauczanie, ale w tym wypadku nie przykład czynów, postępowania, czycharakteru jest najważniejszy, a owa duchowość życia Guru, owo zapatrzenia się jego duszy i pogrążanie się jej w boskość, co stanowi cel każdej Jogi. Odczuwanie tej wewnętrznej dynamicznej siły Guru jest najważniejszym czynnikiem w rozwoju ucznia, i pomocą w rozchylaniu się jego duszy. Czyli Guru pomaga najbardziej tym, czym sam już jest. Ten niewidoczny wpływ jest nawet od przykładu ważniejszy, bowiem nie jest to autorytet, ani przekonywanie, jest to wewnętrzny kontakt, coraz większe zbliżanie się duszy ucznia do o wiele szerszej i mocniejszej duszy Guru, która w milczeniu i niewidocznie przenika swą atmosferą całą istotę ucznia; a jeśli ten jest wrażliwy i otwarty, jeśli ma całkowitą, pełną miłości ufność, zachodzi najprzedziwniejsze zjawisko przekazywania, przelewania treści duchowej Guru w serce ucznia, jakby dyfuzja; skutki tego są olbrzymie, nie dające się nawet określić. Dlatego to w Hinduizmie tzw. Satsangha, milczące obcowanie za stojącymi duchowo wyżej – Jogami, Sannjasinami, pustelnikami – jest uważane za największą pomoc w drodze wewnętrznego rozwoju. Prawdziwy Guru nie tyle jest nauczycielem, ile nieustanną obecnością przekazującą w dusze uczniów – a nawet wszystkich, którzy z nim wchodzą w kontakt, jeśli są otwarci i wrażliwi – światłość, moc i szczęście swej własnej świadomości; ile z nich zdoła każdy przyjąć zależy całkowicie od niego samego, od pojemności jego wewnętrznej „czary”. W każdym razie można z całą pewnością twierdzić, że przebywanie z ludźmi stojącymi znacznie wyżej od nas, tym bardziej jeśli nas łączy z nimi najgłębszy stosunek ucznia do Guru, jest największą ze wszystkich istniejących na ziemi pomocy.

Prawdziwy Guru nigdy nie mówi o sobie i swojej wielkości, ani o przeszłych czy przyszłych dokonaniach; (wszelkie chwalenie się swą mocą, tak często spotykane w Indii, jest dowodem niechybnym że dany "Guru” należy do niższych szczebli wielkiej drabiny Jogi. Przyp tłumacza). Uważa siebie jeno za przewodnika boskich energii, zachowuje się prosto, jak przyjaciel równych sobie ludzi, a czasem i jako dziecko pomiędzy dziećmi; w istocie jest światłością, płomieniem od którego inne płomyki mogą się zapalać, budzicielem dusz i serc dzięki boskiej potędze która przezeń płynie.

Sadhaka, który ma te cztery pomoce, może być pewien, że szybko dosięgnie celu. Nawet upadek czy błąd będą dlań tylko nauką, środkiem dla podniesienia się wyżej; a wszelka śmierć – przejściem kuwyższym wypełnieniom, albowiem gdy raz wstąpił na Ścieżkę, życie i śmierć zmieniają dlań swe znaczenie, stanowią tylko dopełniające się i równie nieodzowne etapy rozwoju.

* * *

Idealny uczeń będzie miał w stosunku do czasu bezgraniczną cierpliwość, jakby dla osiągnięcia swej pełni miał nieskończoność przed sobą; ale obok cierpliwości musi rozwinąć energię, która zdoła teraz, zaraz realizować to, co by zwykłemu człowiekowi zajęło lata; musi czuć napięcie przyśpieszonego rytmu, aż dojdzie do momentu owego przedziwnego zjawiska, gdy w jednej chwili dokonywa się najwyższa Przemiana.

SAMOODDANIE


Joga w samej swej naturze jest nowym narodzeniem. Jest przejściem ze zwykłego intelektualizującego - przeważnie – życia, w wyższą świadomość, w szersze i bardziej duchowe istnienie. Żadnej Jogi nie można właściwie zacząć, ani podjąć jej ćwiczeń, dopóki nie zaistnieje w nas mocne przekonanie że wejście w to wyższe duchowe życie jest naszą koniecznością. Dusza która usłyszała zew ku tej głębokiej przemianie może w różny sposób zbliżyć się do zwrotnego punktu. Może do niego dojść w swym naturalnym rozwoju, który niepostrzeżenie wiódł ją w tym kierunku; albo pod wpływem jakiejś religii czy filozofii; może się doń zbliżać przez powolne, powtarzające się przejaśnienia; albo nagle, przez niepojęty niespodziany wstrząs; może ją pchnąć nacisk dziwnych okoliczności lub wewnętrznych przeżyć; a czasem jedno usłyszane słowo może nagle złamać ograniczające pieczęcie intelektu; długie dogłębne rozmyślania, czy jakiś z daleka dojrzany przykład mogą być decydujące; albo codzienny acz nieuchwytny wpływ.

Do każdej duszy ów jedyny zew może przyjść inaczej, zależnie od jej natury. Ale jakkolwiek przyjdzie musi zbudzić wewnętrzną decyzję, gotowość myśli, uczuć i woli poświęcenia wszystkiego by za tym wezwaniem pójść; czyli pełnego samooddania. Musi zaistnieć świadome przyjęcie tej nowej idei, i energii w dążeniu wzwyż; rodzaj obrotu na własnej osi, lub „nawrócenia” przenikającego całą naszą istotę; a ten znamienny akt wewnętrzny zawiera w zalążku wszystkie osiągnięcia jakie może nam w przyszłości dać Joga.

Ale sama idea jako skutek intelektualnego szukania „czegoś wyższego”, choćby bardzo jasno widziana przez myśl, jest niewystarczająca i nie skuteczna, dopóki nie uchwyci jej i serce, jako najbardziej pożądanej czy wytęsknionej rzeczy, dopóki wola nie uzna że jest to jedyne najważniejsze warte zdobywania. Albowiem prawd ducha nie można tylko myśleć, trzeba je dogłębnie, integralnie przeżywać; aby je tak przeżywać potrzeba jednolitości – scalenia całej naszej istoty; wielka przemiana do jakiej dąży joga nie może być osiągnięta przez chwiejną i niezdecydowaną wolę (która mówi „chciał-bym” a nie „chcę i muszę”), przez rozproszoną energię lub niejasną myśl. Kto szuka tego co jest boskie, musi poświęcić się temu całkowicie i bez reszty.

Jeśli ta przemiana, ta reorientacja, przychodzi nagle z przemożną siłą, większe trudności mogą się już nie pojawić. Wówczas człowiek jest już na Ścieżce, choć nieraz jeszcze będzie mu się zdawać że błądzi, że drogi jasno nie widzi, że waha się czy wątpi i traci z oczu raz ujrzany cel. Ale tajemny wewnętrzny Kierownik już w nim działa, choć może nie od razu daje się wyraźnie poznać. Teraz choćby tysiące trudności i przeszkód stawało na drodze nie zdołają istotnej decyzji przeważyć, nie mogą przekreślić mocy wewnętrznego doznania, które było punktem zwrotnym życia. Co się wówczas zrodziło nie może zamrzeć; a raz powstałej, niezłomnej woli wewnętrznej istoty nic nie może zniweczyć, choćby setki słabości jeszcze utrudniało drogę i setki uchybień tamowało wewnętrzny rozkwit.

Ale początek nie zawsze jest taki. Sadhaka postępuje nieraz powoli, a przestrzeń pomiędzy pierwszym jego "obudzeniem” się ku wyższemu, a uznaniem i przyjęciem tego przez całą jego naturę może być duża. Może najpierw zaistnieć w nim tylko żywe intelektualne zainteresowanie, rodzaj przyciągania przez ciekawą ideę, i dorywcze próby praktyk. Albo pewien wewnętrzny wysiłek na który całość jego natury jeszcze się nie zgadza, zwrócenie się ku Jodze dzięki jakiemuś rozumowemu przekonaniu, albo osobistemu wpływowi człowieka, który sam jest tak głęboko w Jodze, że zdołał obudzić w nim podziw i cześć. W tych wpadkach może być potrzebny długi okres przygotowawczy zanim przyjdzie chwila nieodwołalnego samooddania; a czasem może ono w ogóle nie przyjść, jeśli tylko powierzchowna, emocjonalna czy intelektualna natura była w człowieku poruszona. Albo po pewnym okresie wysiłków i nawet szeregu doznań psychicznych – które tak często są brane mylnie za duchowe i stanowią wówczas poważne niebezpieczeństwo – ostyga w swym pierwszym zapale; a to, co zdobył wydaje mu się o wiele większe niż jest w istocie, i bez dostatecznie silnego najgłębszego bodźca „spoczywa na laurach” swych pozornie wspaniałych, w rzeczywistości drobnych i egocentrycznych zdobyczy. W języku Jogi nazywa się to upadkiem, lub potknięciem się na Ścieżce. Upadki takie mają zazwyczaj miejsce tam, gdzie siła płynąca z najgłębszej istoty jest zbyt mała, albo też niższa natura, emocjonalna lub mentalna, jest nazbyt rozrośnięta, żywotna i buńczuczna. Wypadki takie są częste. Oznaczają po prostu iż choć atrakcja była duża, a doznanie może nawet niezwykłe i eksperymentowane szczerze, ale nie zaistniało całkowite, imperatywne i dogłębne samooddanie wyższemu, jako jedyniemożliwe w życiu duszy. Oczywiście że i w tych wypadkach potknięć, wysiłek nie został zmarnowany, będzie podjęty w którymś z przyszłych żywotów i wyda owoc właściwy.

Ale jeśli pragniemy skorzystać z tych wyjątkowych sposobności jakie nam obecne życie na ziemi podsuwa, jeśli chcemy dać rzetelną i silną odpowiedź na zew, który się rozlega i danym nam jest go usłyszeć, i jeśli pragniemy cel który raz dojrzeliśmy – choćby w błysku jak oka mgnienie krótkim – naprawdę osiągnąć, tedy dobądźmy z duszy to jedynie ważne, całkowite, dogłębne, absolutne samo-oddanie. Tajemnicą Jogi i Ścieżki jest uważanie jej nie za jeden z celów życia, a za jedyny.

* * *

A że Joga jest w swej prawdziwej treści odwróceniem się od zwykłego materialnego i zwierzęcego życia, jakie większość ludzi prowadzi, jak i od intelektualnego, ale zawsze egocentryzmem ograniczonego życia, ku duchowemu i boskiemu, przeto każda cząstką naszych energii poświęcana niższemu, w duchu tegoż niższego, jest zaprzeczeniem naszego samooddania. Z drugiej strony każda odrobina energii, każda najmniejsza działalność, którą możemy odwrócić od poddaństwa niższemu, a skierować ku użyteczności wyższego, jest pozycją wygraną na naszej drodze, zwycięstwem nad siłami które opóźniają nasz rozwój i przeszkadzają w postępie. Trudność oddania wszystkich, do najdrobniejszych ruchów naszych energii, jest przyczyną wszystkich potknięć się i upadków na drodze Jogi. Albowiem cała nasza natura i całe otoczenie, nasze osobowe jak i szersze „ja”, są pełne przyzwyczajeń i nałogów, oraz wpływów, które się sprzeciwiają naszemu duchowemu odrodzeniu i działają wbrew całkowitości naszego oddania. W pewnym znaczeniu nie jesteśmy niczym innym jak złożonym zespołem mentalnych, nerwowych i fizycznych przyzwyczajeń, utrzymywanych razem przez parę głównych kierowniczych pojęć, pożądań i asocjacji – związkiem licznych, drobnych nałogowo powtarzających się wibracji, z paru przeważającymi. A zadanie jakie sobie stawimy w integralnej Jodze polega na rozbiciu całej tej psychicznej struktury naszej przeszłości i teraźniejszości, (a struktura ta przedstawia dzisiejszego zwykłego, moralnego i fizycznego człowieka) aby stworzyć w sobie nowy ośrodek świadomości – centr grawitacji – nowe szerokie spojrzenia na świat, co razem wzięte będzie stanowiło nowy, znacznie wyższy typ człowieka, lub nadczłowieka, z którego wyłoni się ludzkość przemieniona i boska.

Pierwszym koniecznym zadaniem jest rozbicie i zupełne roztworzenie w naszej umysłowości dotychczasowego ośrodka widzenia i ujmowania wszystkiego od zewnątrz; tego przyjętego od wieków zwyczaju uzależniania naszego rozwoju, zadowolenia i szczęścia od zewnętrznego świata zjawisk, od zewnętrznych warunków i wypadków, od powierzchniowych, widzialnych czynników i stawań się. Najważniejszym zadaniem jest zmienić tą powierzchniową orientację na o wiele głębszą, która widzi i pojmuje rzeczy niewidzialne, wiarę swą pokłada w tym co duchowe, idąży dotego co wyższe, nadludzkie.Następnym zadaniem to nauczyć, a niejednokrotnie zmusić, naszą niższą naturę do szanowania i poddawania się temu głębszemuujmowaniu i nowej wierze w wielkie i boskie. Cała nasza natura musi poddać się temu, cośmy ujrzeli, dopełnić niejako integralnego samooddania; ofiarować się w każdej cząstce i każdym ruchu temu, co dawnemu, nie odrodzonemu intelektowi wydaje się o wiele mniej rzeczywiste, aniżeli zewnętrzny, widoczny świat. Cała nasza istota – dusza, myśl, uczucia, wola, życie, zmysły, wrażeniowość i ciało – muszą poświęcić wszystkie swe energie tak całkowicie i w taki sposób, aby mogły się stać, po pewnym czasie, godnym naczyniem dla energii boskich. A nie jest to zadanie łatwe, bowiem wszystko na tym świecie idzie za utrwalonym przyzwyczajeniem, które stało się prawem, i opiera się wszelkim zmianom, tym bardziej tak radykalnym. A niema chyba radykalniejszej aniżeli ta, o której dopełnienie kusimy się w integralnej Jodze. Każdy ruch w naszej psychice trzeba wciąż przywoływać i uzależniać od nowej wizji, woli i wiary. Trzeba skłonić każdą myśl, każdy impuls do pamiętania iż – w języku Upaniszadów: „TO jest boską energią, a nie to, co ludzie tu na ziemi czczą”. Owo TO, niewidzialne a wszechprzenikające ma się odtąd stać naszym celem. Trzeba skłonić każdy fibr żywotnej natury do całkowitegowyrzeczenia się wszystkich impulsów które dotąd stanowiły jej życie. Umysł nie ma być odtąd zbiorowiskiem konkretnych myśli – obrazów zewnętrznego świata – musi jaśnieć czymś wyższym, światłością, która jest wyżej ponad nim.

Całe nasze życie ma się zmienić w swej szerokości, spokoju, sile i intensywności, tak, abyśmy już nie mogli uznać za własne dawnych ślepych i gwałtownych reakcji osobowości, ani też ciasnoty i małości impulsów emocjonalno-żywotnej natury. Nawet ciało fizyczne musi przejść jakby przez mutację i przestać być wymagającym i upartym zwierzęciem, albo ciężką, przeszkadzająca kłodą, a zmienić się w podatne i giętkie narzędzie, w sługę chętnego i świadomego, czyli w kształt godny ducha.

Ogromna trudność tego zadania skłaniała człowieka od wieków de szukania łatwiejszych i skrajnych rozwiązań; zarówno w religiach jak w licznych szkołach Jogi powstała i zakorzeniła się wyraźna tendencja do zupełnego oddzielania dziedzin życia wewnętrznego, od zwykłego życia w świecie. Powstały błędne pojęcia że potęgi tego świata i wszelkie jego działalności albo "nie należą” do Boga, albo, dzięki jakimś tajemniczym i niezrozumiałym przyczynom – Maji-Ułudzie, czy innym – sprzeciwiają się boskiej Prawdzie. A siły Prawdy i ich działania należą do zgoła innych sfer świadomości, nie mających nic wspólnego z tym mrocznym światem ślepych impulsów i sił jakie stanowią podstawy życia ziemskiego. Czyli antynomia: z jednej strony jasne, wzniosłe królestwo boże, z drugiej jegoodwrotność – ciemne i nieczyste królestwo demonów. Stad wynikają błędne, a przecie jakby wrosłe w naszą naturę pojęcia, jeszcze dotychczas kierujące naszym myśleniem, które wciąż przeciwstawia nędzę i karłowatość ziemskiego bytowania wyżynom duchowej świadomości; i wyciąga wniosek że nie można tych światów pogodzić, że jedno jest pod władzą mrocznej ułudy, drugie w czystej światłości Boga. Z takiego ujmowania powstały klasztorne reguły Chrześcijaństwa, jak i większość dyscyplin Jogi, w których uważa się że wystarczy wyrzec się całkowicie świata i skupić całą świadomość na wyższym; że przepromienienie niższych elementów naszej natury nie jest potrzebne, że trzeba ją raczej zdusić i okiełzać, aniżeli przetworzyć, zmieniając ją z ciężaru i przeszkody w powolnego pomocnika, a z czasem w giętkie narzędzie przez które wyższe może wyrażać się i działać.

Ale cel naszej integralnej Jogi, jak i jej metody, są zgoła inne. My chcemy całkowitego przetworzenia, a nie odrzucania trudności i przeszkód niższej natury, bowiem celem naszym jest nie tylko przezwyciężenie jej, ale „zdobycie” tak jej, jak i całego otaczającego nas świata "dla Boga”. Bóg którego czcimy nie jest tylko odległą ponad-kosmiczną rzeczywistością, a napół jeszcze ukrytą obecnością, tu, blisko, wokół nas, w całym otaczającym nas świecie. Życie jest dla nas przejawieniem Boga żywego, przejawieniem jeszcze częściowym i niedoskonałym; i właśniedla doskonalszegojego przejawieniachcemy pracować; tu, w życiu na ziemi, w fizycznym ciele i fizycznych warunkach chcemy odsłaniać Boga wciąż więcej; wśród zmagań i walk chcemy Jego wielkość, potęgę, słodycz i światło, czuć coraz silniej i bardziej realnie; z Jego życiem tak się utożsamiać aby je szerzej wyrażać. Więc przyjmujemy w naszej Jodze życie zwykłe po to, aby je całkowicie przetwarzać; nie wolno nam cofać się przed trudnościami które taki stosunek musi zwiększyć, a przeszkody pomnożyć.

Tym lepiej jeśli droga będzie bardziej stroma i kamienista, a wymagany od nas wysiłek bardziej żmudny i wielostronny; bowiem od pewnego punktu gdy przekroczymy najtrudniejsze, zyskujemy niezmiernie wiele; bo od chwili gdy myśl się skupia na głównej wizji, a wola zestrzela w jednym kierunku, samo życia staje się najlepszym naszym pomocnikiem. Jeśli będziemy czujni, uważni, baczni i całkowicie świadomi, możemy każdy jego szczegół, każde zdarzenie zużytkować jako paliwo dla ofiarnego ognia sąmooddania. Gdy zwyciężamy w tej walce możemy nawet samą ziemię zmusić aby się stała naszym sprzymierzeńcom w drodze do doskonałości, możemy wzbogacić doznanie zdobyczą wyrwaną niejako z „paszczy” siłom, które się nam przeciwstawiały.

* * *

Istnieje i druga dziedzina w której uczeń zwykłych metod Jogi znajduje pomocne ale i zacieśniające uproszczenie, na które Sadhaka naszej integralnej Jogi nie może liczyć. Oto praktykowanie Jogi stawia nas twarzą w twarz z niesłychaną złożonością naszej natury, z wieloosobowym "bogactwem” naszej istoty, co czasem może być ciekawe, ale częściej przyczynia nam wiele kłopotu i niepokoju. Dla zwykłego człowieka, który żyje na swej powierzchni i nic nie wie o przepastnych głębiach i zawiłościach ukrywających się poza jego dzienną świadomością, jego własna psychologia wydaje się prosta. I w istocie na powierzchni tak jest. Niewielki, dość zgiełkliwy zespół pożądań, parę imperatywnych intelektualnych i estetycznych zamiłowań, kilka upodobań, oraz kierowniczych, najczęściej bezkrytycznie przyjętych pojęć, wszystko to wśród masy mało skoordynowanych albo zupełnie luźnych poziomych i małostkowych myśli i dużej ilości mniej lub bardziej narzucających się żywotnych potrzeb czy żądz; okresy lepszego czy gorszego fizycznego zdrowia, stąd przygnębień lub poczucia rześkości, chaotycznie i niekonsekwentnie następujące po sobie smutki, przyjemności, troski, i zgryzoty na przemian z uciechami, częste niepokoje i trudności, oraz gwałtowne bunty i okresy intelektualnych pytań, krytyk i niechęci; a poprzez to wszystko działania Natury, częściowo używającej jego myśli, a częściowo poza nimi i pomimo nich, układającej ten cały chaotyczny bagaż w praktycznie możliwy dla życia zespół, w jakiś znośny ład z bezładnego materiału – oto psychika zwykłego człowieka. Przeciętna jednostka nawet dziś jest w swym wewnętrznym świecie równie prymitywna i nierozwinięta, jak był człowiek pierwotny w swoim życiu w świecie zewnętrznym. Ale od chwili gdy dajemy nurka we własną głąb – a Joga zmusza nas do takiego zanurzenia się w różnorodne głębie naszej istoty – spostrzegamy nieraz z przerażeniem, iż otacza nas niezmierna ilość nieznanych i dziwnych zjawisk, które musimy wewnątrz nas tak samo poznać i pokonać jak człowiek pierwotny musiał pokonywać zewnętrzny świat.

Najbardziej niepokojącym odkryciem jest stwierdzenie, że ten wewnętrzny świat składa się nie z jednej a z wielu części, oto widzimy: intelekt, wolę, rozum, serce, nerwową i pożądaniową, żywotną i cielesną naturę – a każdy z tych czynników zdaje się mieć własne i odrębne życie, jakby swą indywidualność, inną i niezależną od reszty, a każda z nich nie jest ani zharmonizowana, czyli w zgodzie z sobą, ani z innymi, ani też z głównym zarządcą który jest odbiciem naszego najwyższego Ducha.

Widzimy iż składamy się nie z jednej, a z wielu „osób”, z których każda ma własne żądania i odrębną naturę; czyli nasza istota jest luźno złączonym i trzymającym się razem, dość chaotycznym zespołem różnych czynników; a w miarę postępów w Jodze mamy wprowadzić weń harmonię i ład, „czyli boski porządek rzeczy”. Poza tym przekonywujemy się wkrótce, że i wewnętrznie, podobnie jak zewnętrznie, nie jesteśmy wcale sami; ostre wygraniczenie naszej osobowości było jeno złudzeniem, okazuje się że nie żyjemy wcale we własnym oddzielnym świecie, że umysł nasznieustannie otrzymuje setki i tysiące wibracji, że jest odbiorczą maszyną, jak i transformatorem wciąż przypływających prądów, drgań, wirów, wichrów itd. ze wszystkich stron, z góry, z dołu, z boku, ale wciąż z zewnątrz naszej istoty. Znacznie więcej niż połowa naszych myśli i uczuć nie należy w istocie do nas; jest przywiana w pewnym określonym już tonie, czy kształcie, z otaczającej nas atmosfery; trudno nawet znaleźć jakąś myśl czy uczucie które byłoby wyłącznie nasze własne, oryginalne. Większość przypływa do nas od innych, z otoczenia, czyto jako „surowy materiał, czy jako gotowy wyrób; albo też przychodzi do nas z innych sferi planów, od ich mieszkańców i potęg, bowiem jesteśmy otoczeni i jakby „przykryci” przez różne zespoły wibracji innych świadomości, przez subtelne formy innych sfer myśli, i życia, które oddziaływują na nas, a my na nie. Nasze indywidualne „zbawienie” jest również utrudnione przez nieustanny przypływ wielopostaciowych energii kosmicznych, nieustannie działających wokół, więc wywierających na nas ciągły wpływ. Z tego wszystkiego musimy zdawać sobie sprawę i nauczyć się rządzić swym światem wedle celu który widzimy; trzeba nam poznać tajemniczą substancję naszejnatury iwszystkich jej rozlicznych składników i ruchów, aby móc świadomie stworzyć stały ośrodek harmonii i ładu promieniejącego czynnie już boską energią.

W zwykłych systemach Jogi daje się sobie rady z tą wieloosobowością naszej istoty dość uproszczonym sposobem. Zależnie od natury ucznia skupia on całą swą energię na jednej metodzie, jednym czynniku psychicznym, wykluczając inne; np. Bhakta, którego drogą jest miłość i samooddanie, neguje potrzebę rozwoju rozumu i zdobywania wiedzy i poznania, jak i czynu; zamyka się w kontemplacji i zmienia swą istotę w jeden płomień strzelający prosto wzwyż. I osiąga swój cel. Zaś uczeń należący do typu poznania będzie negował Bhakti i czyn, i zagłębi się w rozumowe, ścisłe rozmyślania i zjednoczy się z postacią Myśli we wszechświecie; a człowiek czynu skupi się na służeniu, oczyszczając powoli swe pobudki, aż zdoła czuć się nieustannie tylko narzędziem jedynej „czyniącej” Energii. Ale wszyscy trzej będą wyłączali, przynajmniej w przeciągu długiego okresu swej Sadhany, świat zewnętrzny i odwracali się świadomie od niezmiernej złożoności swej wewnętrznej istoty, ufając, że wszystko uładzi się samo, jeśli będą dość silni i czyści w swojej własnej drodze. I po części mają słuszność.

Ale droga integralnej Jogi jest inna, od niczego się nie usuwa, nic nie wyłącza; a okresy wewnętrznej czy zewnętrznej samotności, tak długie i zasadnicze w innych systemach Jogi, dla nas są tylko chwilowymi interwałami pomiędzy jedną a drugą akcją. Przyjmując życie takim jakim jest, Sadhaka naszej integralnej Jogi ma nie tylko nieść swe własne brzemię, nierzadko dostatecznie ciężkie, ale i pewną część ciężaru całego świata, w którego życiu i trudzie chce i musi brać czynny udział. Toteż nasza Joga jest bardziej niż jakakolwiek inna walką, bitwą; a nie jest to tylko bitwa indywidualna o siebie, jest to cząstką kolektywnej wojny odbywającej się wciąż na szerokim polu zmagań i trudów całego świata. Zadaniem Sadhaki jest nie tylko pokonać w sobie siły egoizmu, fałszu i bezładu, ale zwyciężać je wciąż na znacznie szerszym terenie, jako przedstawicieli tej samej siły przeciwstawiającej się wszelkiemu postępowi ku duchowości i Prawdzie. I często się zdarza, że pokonawszy je w dużej mierze w sobie, musi wciąż i wciąż od nowa prowadzić przeciwko tym siłom bitwę za innych na owym szerszym terenie; bowiem jego wewnętrzna istota o tyle się już rozszerzyła, że czuje się w pełnej z nimi solidarności, rozumiejąc, że stanowi jedność z wszechświatem.

Uczeń integralnej Jogi dążący do wielostronnego wypełnienia, nie ma też prawa zbyt arbitralnie zakończyć konfliktu różnych sił w sobie. Musi łączyć świadomą wiedzę i całkowitą wiarę, jednoczyć łagodną miłość z olbrzymią siłą, której w tej bitwie tak bardzo potrzeba; cichy, odbiorczy spokój duszy zapatrzonej w wieczyste, musi połączyć z nieugiętym działaniem, z czynem sprzymierzeńca boskich energii, stając się sam ich wojownikiem. I na jego drodze, jak na drodze wszystkich uczniów dążących ku Duchowi, spiętrza się wiele trudności; ma znaleźć równowagę wśród sprzeczności intelektualnych, upartych pożądań żywotnych, niepokojów i udręczeń uczuciowych, niezliczonych zasadzek i pokus różnorodnych pragnień, i wreszcie przeszkód ciężkości fizycznego ciała. Ale musi do tej pracy inaczej się zabierać, inaczej podchodzić do wewnętrznych starć i sprzeczności utrudniających mu drogę, gdyż ma osiągnąć o wiele trudniejszą harmonię w urabianiu tych buntowniczych i samowolnych czynników. Uważając je od początku za narzędzia, które muszą mu pomóc w osiągnięciu doskonałości, ma przemienić ich dysonanse, prześwietlić ich mroki, przetworzyć każdy z osobna i wszystkie wspólnie, harmonizując je w sobie samych i we wzajemnym ich stosunku – całkowicie, zupełnie, integralnie, nie pomijając ani jednej cząsteczki, ani wibracji, nie pozostawiając nigdzie choćby jednej odrobiny w niedoskonałości. Wielostronna praca nad udoskonalaniem narzędzi i wszechogarniające skupienie, (koncentracja) są tym trudnym zadaniem jakie sobie stawia jako drogę do najwyższego celu.

* * *

Koncentracja – skupienie – jest oczywiście pierwszym warunkiem każdej Jogi; ale w naszej, integralnej chodzi o nie zamykającą się, a odwrotnie otwartą, i na wszystko odbiorczą koncentrację. Oczywiście i w naszej może być potrzebne skupienie myśli, woli, czy wzruszeń na jakimś jednym przedmiocie, ideale, stanie, czy zasadzie, jak to ma miejsce w innych systemach Jogi, ale w naszym jest to tylko dodatkowy i drugorzędny proces; nam chodzi o harmonijne skupienie i wszechstronne otwarcie się całej istoty na to Jedno, które jest zarazem wszystkością; i bez tego procesu nie można nic w naszej Jodze osiągnąć. Bowiem dążymy do pogrążenia świadomości w Jedynym, ale tak, aby mogła i umiała działać zarazem we wszystkim widzialnym. To szerokie skupienia całej istoty i otwarcie się jej na wszystko, jest zasadniczą podstawą integralnej Jogi. Jak Sadhaka może używać swej woli i myśli dla kierowania i panowania nad żywotnymi impulsami, tak może również wprawić w ruch wyższą, bardziej świetlistą myśl, wraz z siłami głębszej duszy, aby przetwarzać i kierować ku wyższym przejawieniom żywotną i wrażeniową energią, którą nazywamy uczuciem, pożądaniem, lub pragnieniem. Jest on w stanie tak nią kierować, aby móc ją złożyć w ofierze Mistrzowi ku całkowitemu jej przemienieniu. Ta wyższa myśl i głębsza dusza są jakby dwoma „hakami” którymi boski duch w człowieku może chwycić we władanie i utrzymać niższą naturę.

Wyższa myśl jest czymś o wiele bardziej wzniosłym, górnym i nieskalanym, a potężniejszym od rozumującego i analitycznego intelektu. Zwierzęcą stroną w człowieku są żywotne impulsy i wrażeniowość; mówi się iż odróżnia go od zwierząt rozsądek, ale jest to zbyt jednostronny skrót. Bowiem rozsądek jest tylko małą, do praktycznych działań przystosowaną cząstką czegoś znacznie większego, władzy o wiele szerszej i potężniejszej. Prawdziwą i ostateczną – w przeciwieństwie do chwilowej, utylitarnej i pośredniej – użytecznością rozsądku, czyli obserwującego, analizującego i osądzającego intelektu, jest przygotowanie człowieka do przyjęcia istotnego światła z góry; dopiero to prowadzi go do prawdziwego rozumienia, a więc słusznego czynu. Owo światło myśli wyższej musi w nim z czasem zastąpić mętne i chwiejne światełko niższe, które zaledwie wystarcza dla kierowania zwierzęcymi elementami jego natury. Dopiero to światło wyższej myśli odróżnia człowieka od zwierzęcia, które wszak posiada również pewien rozum, żywe wzruszenia i wolę, co można nazwać jego duszą. Dopiero gdy w człowieku poczyna działać ta wyższa, szeroka myśl i głębsze rozumienie, a uczucie i wola wchodzą w kontakt z tym, co jest nieskończone, i ochotnie mu się poddają, gdy myśl łączy się – jakkolwiek jeszcze niedoskonale – z Rozumem Powszechnym, poczyna on swą wspinaczkę ku nadczłowieczeństwu.

Więc Sadhaka ma usiłować sięgać jak najczęściej w górę i powoli nauczyć się skupiać w tym świecie wyższej, prześwietlonej myśli i woli, albo w najgłębszym sercu istotnych wzruszeń i uczuć, i nauczyć się używać ich jako dźwigu dla wzniesienia całej natury w boskość. Skupienie jasnej myśli, woli i serca, zjednoczonych w pełną harmonię, kierując je ku jedynemu celowi, jest pierwszym krokiem w naszej Jodze. Celem tym musi być najwyższe Źródło światła, które i w głębi naszej ma rozbłysnąć; Sedno energii poruszającej wszechświaty, czyli to boskie, do którego, świadomie czy nieświadomie, coś w nas tajemnie wciąż tęskni. Ma zbudzić się w nas płomienne skupienie serca, w jego dążeniu ku wieczystemu; a gdy je, choćby w błysku, poznamy, usiłowanie pogrążania się w to, co jest Wszech-pięknem.

Ale jakże mamy skupiać uwagę i dążenie ku temu, czego jeszcze nie znamy? Tu zachodzi to dziwne zjawisko iż nie da się poznać i przeżyć tego, co jest boskie zanim nie zrodzi się w nas głęboka do niego tęsknota, szczere, skupione dążenie; tylko one mogą doprowadzić do własnego, żywego przeżycia i nieustannego odczuwania boskiej obecności, w nas i poza nami. Żadne studia, wczytywanie się w najświętsze księgi, intelektualne przekonania i dociekania nie wystarczają, i... nie są konieczne; bowiem możemy umieć na pamięć wiele z tego co o Wiecznem i Nieskończonem było powiedziane, a przecie w istocie nie wiedzieć o Niem w nas samych, nic zgoła. Intelektualne i rozumowe przygotowanie może być dobre, ale nie jest ani wystarczające, ani nieodzowne. Wszystko czego owo Światło z góry zdaje się od nas żądać, polega na wołaniu z głębi duszy i choćby jednym małym punkcie oparcia w myśli: gorąca tęsknota i pragnienie serca, dynamiczna wola i wiara, oto wszystko czego potrzeba, a nawet jedno z tych może wystarczyć. Pojęcia na początku mogą być jeszcze ciasne, aspiracje niedoskonałe, a wiara chwiejna, niepewna, bez mocnych podstaw, wpadająca chwilami w wątpienie, drżąca jak płomyk na wietrze, ale jeśli w najgłębszej naszej głębi zaistniała prawdziwa tęsknota i gotowość oddania się najwyższemu, te samo przez się niewystarczające czynniki mogą już być użyte przez wyższą moc. Dlatego to mędrcy nigdy nie chcieli ograniczać i nazbyt wyraźnie określać dróg jakimi dusza ludzka może się do boskości zbliżyć; nie zamykali przed nią żadnych, choćby najciaśniejszych bram, najskromniejszych wrót. Uważali że każde imię, każda ofiara, forma, symbol, mogą być wystarczające jeśli towarzyszy im owa gorąca tęsknota, albowiem boskie w naszej duszy samo zna treść serca i może przyjąć najskromniejszą ofiarę. (Patrz Bhagawad Gita, polskie wyd).

Ale należy unikać zbyt ciasnych, ortodoksalnych religijnych pojęć, jak i jednostronnych filozoficznych koncepcji, które usiłują zamknąć Niewymowne i Bezgraniczne w mentalne formułki. Najlepsze wydaje się nam szerokie pojęcie o świadomej wszechprzenikającej, ale i wszystko przewyższającej, nieskończonej Potędze, która jest wszystkością i czymś od niej nieskończenie większym; jest i „osobową”, bo odbitą we wszystkich istnieniach, i bezosobową jako nieskończona Byt-Świadomość-Szczęśliwość (Sat-Czit-Ananda) i niepojęta i niepoznawalna ich Praprzyczyna. Wszystko jest z niej, i w niej, i nic poza nią istnieć nie może. Wszystkie elementy naszej natury jak i wszechświata, z niej są, wszystkie bieguny istnienia od różnych postaci tej samej Rzeczywistości pochodzą i z nich są utkane.

Tłumaczenie: Wanda Dynowska

Zobacz także artykuł: Aurobindo Ghosz


Zapraszamy na warsztaty Królewskiej Radża Jogi 


© Wszelkie prawa do publikacji zastrzeżone przez: radża-joga.blogspot.com


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz