SRI ANANDAMAJI MA

Śri Anandamaji Ma


Śri Anandamaji Ma
Mataji - Śri Anandamaji Ma (Bengali: শ্রী আনন্দময়ী মা Sri Anondomoi Ma; 30 kwietnia 1896 - 27 sierpnia 1982) (znana także jako Anandamayi Ma, Anandamoyi Ma, Ananandamoji Ma, Ananda Moyi Ma) była hinduską nauczycielką duchową i Awatarą z Bengalu, przez wielu uważaną za świętą i jedną z większych mistyków dwudziestego wieku. Anandamaji znaczy "Radością Przeniknięta Matka". Imię to zostało jej nadane przez jej uczniów w latach dwudziestych na opisanie jej nieustającego stanu boskiej błogości. W ciągu swego życia przyciągnęła tysiące wielbicieli, którzy widzieli w niej nie tylko nauczycielkę i Guru, ale manifestację Boga lub Dewi. Nazywano ją także Dakshayani, Kamala, Vimala, i "Matka Shahbag". Swami Śiwananda (Divine Life Society) opisał ją jako "najdoskonalszy kwiat jaki wydała ziemia indyjska". Uczniowie przypisywali jej zdolność prekognicji, uzdrawiania i inne cuda.

Śri Ma Anandamaji jest dziś szeroko znana jako osobowość o wielkiej duchowej sławie. Urodziła się sto lat temu i odeszła w samadhi w wieku 86 lat; nie można jednak powiedzieć, że te ograniczenia w jakikolwiek sposób uwarunkowały jej całkowitą wolność do bycia po prostu samą sobą, pomimo wszelkich okoliczności. Tajemnicza wyniosłość jej osoby była całkowicie poza ludzkim rozumieniem, a jednak była tak łagodzona przez jej współczującą miłość dla wszystkich istot, że zdawała się być bliższa niż najbliższy przyjaciel mógłby kiedykolwiek być. Była ona Nauczycielką, której przewodnictwo było poszukiwane zarówno przez wykształconych, jak i przez prostych, ludzi starych a także dzieci, ludzi z obcych kultur lub z tradycyjnymi wychowaniem. Mimo, że nieustannie podróżowała, widać było, że wszędzie czuła się jak w domu i nikt nie był jej obcym. Wzdłuż i wszerz Indii, a także poza jej granicami ludzie uważali ją za personifikację ich własnej wewnętrznej wizji Uwielbianego, który jest najbliższy ich sercom.

W Dhaka, w pierwszym miejscu, w którym zyskała uznanie, była Ona znana jako „Manuś Kali”, czyli „Żyjąca Kali”. Kali jest przewodnim bóstwem w Bengalu, więc było to całkiem zrozumiałe. Gdy wyjechała z Bengalu i odwiedziła inne prowincje, jej obecność wywoływała ten sam rodzaj reakcji, nawet już przy pierwszym jej tam pojawieniu. Na brzegach Świętej Narmady została powitana jako „Dewi Narmada”. W Madurai zebrane tłumy czekające by choć rzucić na nią okiem, okrzyknęły ją Boginią Minakszi. W Pundźabie oddano jej taką samą cześć Świętemu Granth Sahab. We Wryndawanie wielce szanowany mahatma, Śri Haribabadźi Maharadź ujrzał w niej swe uwielbiane Bóstwo, Pana Gaurangę. Wielbiciele Śri Udijababadźi Maharadź z Sindhi składali jej hołd jako widzialnej formie Bóstwa Dźhūlelal. Jeden z muzułmańskich wielbicieli miewał w czasie medytacji jej wizję z Tadź na głowie. Chrześcijański wielbiciel spontanicznie skomentował: „Teraz mamy Twarz, którą możemy przypisać Bogu”. Prosta góralka z Almora mówiła do niej: „Teraz, gdy mamy cię z nami, nie musimy chodzić do Świątyni.”

Jeden z odwiedzających, irlandzki reporter szczerze ją spytał: „Czy mam słuszność wierząc, że jesteś Bogiem?” Śri Ma odpowiedziała: „Nie ma nic innego poza Nim; każdy i wszystko jest tylko formą Boga. W twej osobie On także przyszedł tu aby udzielić darśanu”. On się upierał: „Czemu jesteś w tym świecie?” „W tym świecie?” - odpowiedziała Śri Ma - „Nie jestem nigdzie. Ja sama spoczywam w sobie.” W czasie tej samej rozmowy Irlandczyk powiedział: „Jestem Chrześcijaninem.” Śri Ma odpowiedziała: „Ja też, Chrześcijanką, Muzułmanką, czym tylko pragniesz”.

Najczęściej jednak niepowtarzalny uśmiech Śri Ma rozbrajał wszystkie pytania dotyczące jej tożsamości. Odpowiedziała raz na pytanie wielbiciela tymi słowami: „Co za dziecinne pytanie; ludzie mają różne wizje bogów i bogiń (we mnie) zgodnie ze swymi własnymi upodobaniami. Czym byłam wcześniej, jestem teraz i pozostanę zawsze. Jestem także tym, czy ty lub ktokolwiek inny możesz myśleć że jestem; czemu nie spojrzysz na to w ten sposób: tęsknota (poszukujących Prawdy) sprowadziła to ciało. Wszyscy z was go pragnęli, więc je odnaleźliście. To wszystko co musicie wiedzieć.”

Richard Lannoy, wieloletni wielbiciel podsumował sposób bycia Śri Ma z nami w wiele mówiącym zdaniu: „Jednakże istnieje coś dziwnego, a dokładniej niezidentyfikowana cecha, która dochodzi tak blisko granic definiowalnego człowieka, że czyni przymiotnik jak „ludzki” dość nieadekwatnym, gdy odnosi się do Jej przypadku, a „duchowy” godnym pożałowania. Jest rzeczą szeroko akceptowaną to, że była Ona, po prostu, wyjątkowa. Była Ona, poprzez całe Swe życie, szczytem bezwysiłkowej doskonałości.”

Śri Anandamaji Ma - Biografia


Śri Ma Anandamaji urodziła się 30 kwietnia 1896 roku w małej wiosce zwanej Kheora, w miejscu, które obecnie jest Bangladeszem. Urodziła się w pobożnej, prestiżowej ale niezamożnej bramińskiej rodzinie. Imieniem jakie jej nadano było Nirmala Sundari Dewi. Tłumaczy się to jako „Niepokalane Piękno”, co zdawało się właściwe, jako że niemowlę wyrosło na piękne dziecko. Mała Nirmala, beztroskie i szczęśliwe dziecko spędziła swe dzieciństwo w przyjemnym wiejskim otoczeniu. Była ulubienicą wszystkich – gotowa by nosić, dźwigać i udzielać jakiejkolwiek pomocy każdemu, kto ją o nią poprosił. Cała wioska, składająca się głównie z muzułmańskich rodzin, obejmowała ją miłością i ciepłem, które trwało poprzez lata. Nawet teraz muzułmańska populacja Kheory odnosi się do niej jako „Nasza własna Ma”.

Ojciec Śri Ma był oddanym Wisznuitą. Był dobrze znany ze względu na piękne wykonywanie religijnych pieśni; jego melodyjny głos nigdy nie zawiódł by dotknąć serca swych słuchaczy. W istocie czasami był on porównywany do Ramprasada, świętego barda bengalskiego, który jak się wierzy przywołał obecność Śakti swym inspirującym śpiewem. Matka Śri Ma była delikatną kobietą o prostolinijnej naturze, całkowicie oddaną dobru rodziny. To, że nie była taka sama jak wiele innych podobnych stało się jasne po latach. Wielu pamięta ją jako noszącą ochrową szatę Swami Muktananda Giri, która towarzyszyła Śri Ma w jej podróżach.

Śri Ma miała ledwie trzynaście lat gdy wyszła za mąż za Śri Ramani Mohan Chakravarty z Atpara. Ich rodzina podtrzymywała tradycję Śakti-upasana. Jako dziecko-narzeczona Śri Ma została przyjęta do rodziny starszego brata Ramani Mohana – Śri Revati Mohana i jego żony Pramona Devi. Pozostała z nimi przez blisko cztery lata w czasie gdy Ramani Mohan przebywał w Atpara i w Dhaka. Z beztroskiego dzieciństwa w domu rodziców znalazła się w miejscu, gdzie wymagano sporo ciężkiej fizycznej pracy w atmosferze restrykcyjnej dyscypliny. Gotowała, sprzątała, nosiła wodę, zajmowała się dziećmi i służyła swej szwagierce na wszelkie możliwe sposoby. Ciężka praca jest losem kobiety na wsi nie tylko w Indiach ale na całym świecie. To co wyróżnia Śri Ma od wszystkich dziewczyn umieszczonych w podobnej sytuacji jest fakt, że oprócz tego, że jej sytuacja była taka sama jak innych, to było coś jeszcze. Pozostała ona niezmiennie radosna, z dobrym humorem i bardzo pragnąca brać na siebie ciężary innych ludzi. Nic nie było dla niej udręką. Jej spokojny i zrównoważony temperament nie został nigdy zakłócony przez bezmyślność lub niesprawiedliwe traktowanie z rąk starszych.

W istocie beztrosko szczęśliwe usposobienie Śri Ma spowodowało niepokój w jej nowej rodzinie; mogło ono oznacza tylko niedorozwój umysłowy. W dzieciństwie także u rodziców wywołała te niepokojące myśli – być może mała dziewczynka była trochę niedorozwinięta, skoro nie była tak złośliwa i niegrzeczna jak inne dzieci? Wiele lat zajęło jej bliskim towarzyszom uświadomienie sobie, że była ona zawsze ustanowiona w swym często powtarzanym Vani: jo ho jaye - „Cokolwiek się zdarzy, niech tak będzie.”

Dużo czasu zajęło wnikliwym ludziom zrozumienie, że Śri Ma była posłuszna, ale nie sprzedajna lub ulegająca sugestii. Jej bezgraniczne współczucie przelewało się z niej troską o każdego, kto wszedł w orbitę jej służby: rodzina, sąsiedzi, służba, a także zwierzęta i rośliny odczuwali magiczny dotyk jej wewnętrznego pragnienia ich dobrobytu. Miała ona także bardzo lotne i figlarne poczucie humoru, który zawsze zauważał słabostki jej towarzyszy i dawał jej i być może przyjacielowi dużo cichej radości, ale bez złej woli – nie była dla nikogo złośliwa. Zawsze roztaczała wokół siebie aurę doskonałości ale jakoś nigdy nie przytłaczała nią swych towarzyszy. Przeciwnie; przez swe delikatne działania i gotowy uśmiech zaskarbiała sobie każdego, kto miał z nią do czynienia.

W wieku 18 lat Śri Ma za obopólną zgodą rodzin przybyła do Ashtagram aby przebywać ze swym mężem w jego miejscu pracy. W późniejszym okresie Śri Ma odnosiła się do swego męża imieniem „Bholanath”, więc i my będziemy go tak tytułować. W czasie jej przyjazdu do Ashtagram jej matka powiedziała jej, że powinna mieć dla swego męża ten sam szacunek i posłuszeństwo, jakie miała wobec ojca. Dało się zauważyć że przez swoje życie Śri Ma była bardzo pomna delikatnego nakazu swej matki. Bholanathdźi spotkał się z przyjaznym ale pełnym szacunku traktowaniem, które było bardzo zbliżające. Na jego plecy opadł płaszcz odpowiedzialnego strażnika chroniącego cennego klejnotu. Można dodać, że nosił ten płaszcz z roztropnością i kompetencją przez całe swe życie, aż do swej śmierci w 1938 roku.

Wiele napisano odnośnie czystości i doskonałego celibatu w małżeństwie Śri Ma i Bholanathdźi. Te słowa są raczej nieadekwatny, ponieważ o wiele lepiej byłoby powiedzieć, że takie kwestie nigdy się nie podnosiły. Bholanathdźi oczywiście był pod wpływem pięknej, młodej żony gotowej spełnić jego najlżejszy rozkaz z przykładnym spokojem ducha. Ich sąsiedzi i bliscy przyjaciele nigdy nie odnotowali, że nie był on doskonale zadowolony jak był.

Bajitpur: Z Ashtagram, Bholanathdźi został przeniesiony do Bajitpur

Miasteczko Bajitpur zyskało szczególne znaczenie dla wielbicieli Śri Ma, gdyż było to miejsce w którym przeszła przez różne procesy intensywnej sadhany. Jak do tego doszło najlepiej opowiedzieć jej własnymi słowami: „Pewnego dnia w Bajitpur poszłam jak zwykle wziąć codzienną kąpiel w stawie koło domu, w którym mieszkaliśmy. W czasie gdy wylewałam wodę na swoją głowę, przyszła do mnie khejala: „jak by to było zagrać rolę Sadhaki? I tak zaczęła się lila.” Te dwa słowa ciągle używane w odniesieniu do Śri Ma wymagają być może trochę wyjaśnienia. Khejala można najlepiej przetłumaczyć słowami: „spontaniczna myśl”, odmienna od aktu woli lub życzenia mającego jakiś pożądany koniec. Weszło ono do użycia zapewne z potrzeby jej towarzyszy.

Raz wyrażone zdawało się, że sprzężenie zdarzeń prowadziło do jego spełnienia. Czasami khejala mogła być przywołana przez powtarzane prośby lub także zostać odwrócona. Śri Ma zdawała się jednakowo zgadzać na jakiekolwiek efekty powstające z jej khejali. Lilę można przetłumaczyć jako „doskonałą grę” - działanie, które samo w sobie jest końcem. Ze Śri Ma, Khejala była równoległym i spontanicznym do niej działaniem. Wieczorem na nowo wyczyściła swój pokój i jego okolice. Zapaliła kadzidełko i zrobiła z nim rundkę dookoła domu. Zajęła się potrzebami Bholanathdźi po jego powrocie z pracy. Przygotowała nawet hookka (fajka wodna) by mógł sobie zapalić po obiedzie. Gdy Bholanathdźi się usadowił, poprosiła o jego zgodę na zrobienie trochę sadhany. Od razu jej na to pozwolił. Więc Śri Ma usiadła na podłodze w kącie ich pokoju i zaczęła powtarzać słowo: „Hari, Hari, Hari...”, tylko dlatego, że nauczyła się śpiewać Imię od swojego ojca w dzieciństwie. Bholanathdźi obserwował, jak stopniowo zagłębiała się w świat wewnętrznej radości. Po kilku dniach tej rutyny, zobaczył ją przybierającą pewne jogiczne postawy lub asany. Pierwszą z nich była prawdopodobnie siddhasana. Bholanathdźi wiedział oczywiście, że nie miała ona żadnej wcześniejszej wiedzy o Jodze lub jogicznych asanach, po prostu jej się przydarzały. Powiedział pewnego razu: „Dlaczego powtarzasz „Hari”? Nie jesteśmy wisznuitami.” Śri Ma zapytała: „Czy powinnam więc mówić Śiwa, Śiwa?” Bholanathdźi był usatysfakcjonowany. Zmiana Imienia nie miała wpływy na kriję sadhany.

Śri Ma ma powiedziała, że nie kontemplowała wizualnych form gdy powtarzała słowa. Dźwięk był wszystkim we wszystkim. Sylaby były jak rezonans powodowany wszechprzenikającym biciem. Jej ciało było jak w harmonii z uniwersalnym rytmem tej mocy, która stanowi podstawę wszystkiego co istnieje. Jej ciało stało się jak instrument do gry tej kosmicznej muzyki. Wydawała się stawać jednością z dźwiękiem liter, które wołała; jej kończyny, jej całe ciało poruszało się rytmicznie jak w wibrujących formach tanecznych nadzwyczajnej choreografii reżyserowanej przez wewnętrzną Moc. Czasami leżała przez wiele godzin całkowicie nieruchoma i pochłonięta w wewnętrznej błogości. W takich chwilach z jej ciała emitował blask, który był widzialny dla obserwujących, Bholanathdźi obserwował ją oczarowany nigdy nie wątpiąc w autentyczność manifestacji; był w stanie odsunąć na bok wszelkie komentarze czynione przez niektórych sąsiadów, którzy nie pojęli, że byli świadkami rozwoju magnetycznej osobowości Śri Ma, która miała khelaję objawiania siebie w roli sadhaki.

Śri Ma prowadziła życie pielgrzyma na ścieżce duchowego dążenia przez blisko sześć lat; w tym czasie wtajemniczyła się i szła dalej w bardziej systematyczny sposób. Bholanathdźi zrozumiał, że był w obecności bardzo szczególnego ucieleśnienia Boskiej Mocy. Sam przyjął wielce pożądaną inicjacją od Śri Ma w ciągu pierwszego roku tej manifestacji. Potem ich związek zyskał nowy wymiar – stał się związkiem Guru i ucznia, choć Śri Ma nigdy nie zmieniła swego podejścia całkowitego poddania i szacunku dla życzeń Bholanathdźi.

Odnosząc się do tego okresu w swoim życiu, Śri Ma powiedziała: „Sadhany przez które człowiek usiłuje osiągnąć samourzeczywistnienie są niezliczonych rodzajów i każdy rodzaj ma niezliczone aspekty. Wszystkie one objawiły mi się jako część mnie samej”.W późniejszym okresie miała okazję rozmawiać o swoich doświadczeniach w wybranych zgromadzeniach ascetów, uczonych lub innych poszukiwaczy Prawdy. Pandici zadziwili ją wiedzą wszystkich zasad wiary, we wszystkich doktrynalnych szczegółach. Śri Ma powiedziała, że nawet pomimo tego, nie rozmawiała nawet o jednej tysięcznej części tego, co zostało przed nią odkryte w latach intensywnej sadhany. Gdzieś około 1922 roku rozpoczęła mounę, czyli milczenie. Milczenie przyszło jako znak wypełnienia sadhany. Po okresie mouny zaczęła rozmawiać z odwiedzającymi na różne tematy religijne.

Z Badźitpur Śri Ma i Bholanath przybyli do Dhaki 10 kwietnia 1924 roku. Bholanath został zarządcą Ogrodów Shahbagh, części posiadłości Nawabzadi Pyari Bano. Wielu ludzi, którzy znali ich w Ashtagram i Bajitopur miało krewnych w Dhaka. Wokół zaczęła krążyć plotka, że młoda żona w Ogrodach Shahbagh została obdarowana wielkimi duchowymi mocami. Odwiedzający przychodzili z ciekawości i zostawali dożywotnimi wielbicielami.

W zgodzie z ortodoksyjnymi zwyczajami tamtych czasów Śri Ma przebywając w miejscu publicznym trzymała się na uboczu. Przemawiała do kogoś tylko wtedy, gdy Bholanathdźi ją o to poprosił. Oczywiście kobiety mogły bez przeszkód ją odwiedzać i wkrótce wokół niej zrobił się tłum. Mężczyźni byli w gorszym położeniu, ponieważ dbali o opinię publiczną, ale tu Bholanathdźi odegrał ważną rolę. Wkrótce zaczęto na niego patrzeć jak na Baba Bholanath, osobę przez samego siebie budzącą szacunek. Pod jego patronatem w krótkim czasie wzbierające tłumy przybrały kształt rosnącej ale blisko związanej rodziny.

Wśród wczesnych wielbicieli byli: Śri Jyotish Chandra Rai, który w tym kręgu był znany jako Bhaidźil; Śri Shashanka Mohan Mukherji (później Swami Akhandanandaji) i jego córka Adorini Devi, znana wszystkim wielbicielom jako Gurupriya Devi lub Didi, Śri Nishikanta Mitra, Śri Pran Gopal Mukherjee, Śri Niranjan Rai, Śri Baaul Chandra Basak (wieloletni przyjaciel Bholanathdźi) i bardzo wielu innych.

Rodzice Śri Ma zostali zaproszeni przez Bholanatha aby zamieszkali w Shahbagh. Znano ich jako Didima (Matka Matki) i Dadamashai (Ojciec Matki). Od nich wielbiciele z Dhaki usłyszeli o dzieciństwie Śri Ma. Siostry i bracia Bholanathdźi ze swoimi rodzinami także po latach przybyli do Dhaki. Jedna z sióstr wspomniała: „Po śmierci naszego ojca zostaliśmy raczej rozdzieleni; teraz dzięki Badhuthakurani (pieszczotliwe określenie na żonę brata) możemy zejść się razem i być znów rodziną”.

W Dhaka Śri Ma żyła wśród atmosfery cudów. Jej uzdrawiającego dotyku poszukiwali obcy z daleka i bliska. Widziano ją w ekstatycznych stanach samadhi i mahabhawy w czasie kirtanów. Naoczny świadek opisuje mahabhawę w czasie kirtanu w ten sposób: „W jednej chwili Śri Ma siedziała jak jeden z nas. W następnej chwili zmieniła się całkowicie. Jej ciało kołysało się rytmicznie. Rąbek jej sari opadł z ponad głowy do tyłu. Jej oczy były zamknięte i cało ciało kołysało się do rytmu kirtanu. Z wciąż kołyszącym się ciałem powstała, lub raczej było to tak, jakby została wyciągnięta do góry i postawiona na nogach. Wyglądało to tak, jakby Śri Ma opuściła swe ciało, które stało się instrumentem w rękach niewidzialnej mocy. Było dla nas jasne, że nie było żadnej jej woli kierującej jej działaniami. Śri Ma była ewidentnie nieświadoma otoczenia. Okrążyła pokój jakby była niesiona przez wiatr. Czasami jej ciało zaczynało spadać na ziemię, ale zanim ukończyło ruch, odzyskiwało z powrotem wyprostowaną pozycję, tak jak liść na wietrze, który opada ku ziemi i następnie jest podniesiony i dmuchnięty dalej przez świeży podmuch wiatru.”

Śri Ma poruszała się w ten sposób z towarzystwem kirtanowym przez kilka chwil. Po takich bhawach leżała w samadhi przez wiele godzin. Zawsze Bholanathdźi, który decydował kiedy próbować ją zbudzić. Miała ona tą khelaję bycia mu posłuszną, więc kiedy on wielokrotnie ją przywoływał, jakoś otwierała oczy i mówiła: „Chcesz, abym wstała?” sepleniącą i niewyraźną mową. W tych chwilach prosił kobietę aby delikatnie nacierała jej ręce i stopy, ciągle mówiła do niej i zadawała jej pytania. W ten sposób, pomału, Śri Ma powracała do zwykłego świata. Didi Gurupriya pisze ze zdumieniem: „Jestem zdumiona, że Śri Ma tak naturalnie weszła w stan upojenia Bogiem, stan, który jest upragniony przez sadhaków wszystkich czasów. Nie, nie upojenie Bogiem, jej stan nie powinien być tak nazwany, nie wiem jak opisać stan, który był jednocześnie wzniosły i normalny.”

Wzajemna gra wymiarów normalności i transcendencji była ciągła i niezbywalną cechą zachowania Śri Ma. Czasami było to porównywane do niespodziewanej gry pioruna na niebiosach. Oto jeden z opisów: „Było to jak równoczesne doświadczania światła słonecznego i księżycowego. Zanim ktoś zdążył zostać oślepionym i obezwładnionym przez promienie słońca, został uśmierzony i uspokojony przez delikatne światło księżycowe.”

Te stany były częste i widzialne dla wszystkich w tym okresie, ale zdarzały się także w jej dzieciństwie, a także gdy była z rodziną Revati Mohana. Nie były one rozumiane przez jej towarzyszy tamtych czasów i zostały odrzucone jako jakiś rodzaj delikatnych napadów, które miną gdy dojrzeje. Ogólna postawa Śri Ma była tak promienna i radosna, że łatwo było pominąć kilka znaków niespodziewanych wycofań się do wewnętrznego świata tajemnicy.

Spokojne dni szczęśliwych zgromadzeń wokół Śri Ma trwały raczej niedługo. Śri Ma ruszyła w podróże w 1927 roku. Baba Bholanath chciał odwiedzić miejsca pielgrzymek. Wiele podróżowali. Wielbiciele z Dhaki stopniowo przyzwyczaili się do częstej nieobecności Śri Ma. Stało się jasne, że Śri Ma miała khelaję by opuścić Dhakę. Wielbiciele zbudowali mały Aśram dla niej, ale khelaja Śri Ma by wyjechać była zbyt silna. W towarzystwie Bholanathdźi i Bhaidźi, Śri Ma opuściła Dhakę 2 czerwca 1932 roku.

Podróżując w przypadkowy sposób, trafiła do Dehradun. Stamtąd trafili do Raipur, odosobnionej wsi wewnątrz kraju. Znaleźli dom w zniszczonej Świątyni Śiwy niedaleko od wioski. To był początek nowej drogi dla obojga. Bholanathdźi poświęcił się całym sercem swej sadhanie. Bhaidźi spróbował oferować takie usługi, które dotychczas spełniali jego słudzy. Zamiatanie i sprzątanie, pranie ubrań, gotowanie prostych potraw było dla niego ciężką pracą. Czasami Śri Ma pomagała mu, ale przeważnie przechadzała się sama wokół lub siedziała otoczona przez kobiety ze wsi.

Gdy powróciła do Dehra Dun, ona i Bhaidźi zatrzymali się w Świątyni Manohar w Ananda Chowk. Bholanathdźi spędził prawie 3 lata w Uttarkashi robiąc swą tapasję; w Dehra Dun poznała się z kaszmirskimi rodzinami, które przebywały w pobliżu. Śri Hari Ram Joshi stał się entuzjastą i wielkim wielbicielem Bhaidźi. Był on człowiekiem wielkich przekonań; co więcej był odważny w swych przekonaniach. Ofiarowując swą lojalność Śri Ma, próbował wszystkiego, by przyciągnąć swych przyjaciół do jej stóp. Był pomocny w przedstawieniu Śri Ma Pani Kamali Nehru. To spotkanie z kolei doprowadziło do zawarcia znajomości z innymi ludźmi w daleka i bliska. Całkowite oddanie Pani Kamali Nehru Śri Ma było niepospolite w swej głębi i sile. Zawiozła swe wspomnienia do Szwajcarii i tak wpłynęła na niektórych swych przyjaciół, że przyjechali do Indii by zobaczyć Śri Ma. Mahatma Gandhi dowiedział się wiele o Śri Ma od Kamaladźi. Był pod tak wielkim wrażeniem tego wszystkiego, co usłyszał, że wysłał do Śri Ma swoją prawą rękę, zaufanego człowieka Śri Jamnalal Bajaj. Ten zaś stał się tak oddanym wielbicielem, że Śri Ma miała khelaję by podróżować do Wardha po jego niespodziewanej śmierci i tak spotkała samego Gandhidźi. W późniejszych latach Śri Jawaharlal Nehru i Iniradźi przyjechali do Śri Ma nieuchronnie przyciągnięci przez swe wspomnienia ostatnich dni Kamaladźi.

Raja Sahab z Solon spotkał Śri Ma w tym samym czasie. Stał się jednym z głównych wielbicieli i był znany jako Jogibhai. Dehra Dun stało się kolejną Dhaką. Tradycja radosnych spotkań rozprzestrzeniła się do innych miast takich jak Delhi, Meerut, Lucknow, Solon i Simla. W Simla święto Hari-kirtan pod patronatem Hari Sabha zyskało nowe życie w obecności śri Ma i przez entuzjastyczne uczestnictwo Bholanathdźi. Bholanathdźi dołączył na nowo do Śri Ma wracając z Uttarkashi. Został przedstawiony nowym wielbicielom i zaakceptowany całym sercem jako Pitadźi (ojciec).

Wzbierające fale radosnych tłumów nieznanych sobie wzajemnie zmierzyły się z dwoma kryzysami: Bhaidźi odszedł w sierpniu 1937 w Almorze, a sam Bholanathdźi odszedł pozostawiając w smutku swą rodzinę wielbiciel w maju 1938 w Aśramie w Kishenpur. Odejście Bholanathdźi zaowocowało nowym zrozumieniem Śri Ma i jej sposobów. Śri Ma była bardzo oddaną żoną i bez wytchnienia udzielała mu osobistej posługi kiedykolwiek był chory. W czasie jego ostatniej choroby była nieustannie u jego łoża. Umarł z jej dłonią na swej głowie i wydychając słowo ananda. Poczytano to tak, że dał wyraz własnemu stanowi anandy i pokoju.

Większości wielbicieli pomyślała, że Śri Ma będzie zrozpaczona, ale byli zdumieni widząc, że nie było żadnych oznak smutku. Pozostała tak pogodna jak zawsze. Zauważywszy ich reakcję powiedziała delikatnie: „Czy zaczynacie lamentować i płakać jeśli osoba idzie do innego pokoju w domu? Śmierć jest nieuchronnie połączona z tym życiem. W sferze Nieśmiertelności gdzież jest kwestia śmierci i straty? Nikt nie jest dla mnie stracony.” Wyznawcy Śri Ma zaczęli trochę rozumieć znaczenie jej całkowitego nieprzywiązania a także jej ogromne współczucie dla swych ludzi. Gdy lata mijały, tajemniczość jej osobowości się pogłębiła; od chwili jej narodzin była w pełni samoświadoma; gdy zaangażowała się w sadhanę, wszystko zostało jej ujawnione przez jej własną khejalę. Była praktycznie niepiśmienną wiejską dziewczyną, ale kiedy zaczęła nauczać językiem wykształconych, pełnych erudycji uczonych, nigdy nie popełniając najmniejszego błędu w logicznej prezentacji tezy. Zdawała się być w pełni świadoma wszystkich doktrynalnych różnic, nigdy nie myląc jednej z drugą w jej rozmowach z uczonymi panditami; jednak nie była inicjowana w żaden wybrany zakon religijny, ani trenowana przez nauczyciela jogi. Nie spotkała żadnego Guru, który wywarłby jakikolwiek wpływ na jej życie. W istocie nigdy nie odeszła od świata by żyć w samotności, nigdy też nie odeszła od swoich przyjaciół i krewnych. Nie wykonywała sadhany w tradycyjny, powszechnie rozumiany sposób, a jednak z autorytetem wypowiadała się o wszelkich aspektach poszukiwań religijnych i oświecenia. Takie są fakty, dzięki którym słowo „unikalna” pasuje przy jej opisie.

Śri Ma kontynuowała podróże w stylu swych własnych, niepoukładanych tras, ale nie zawsze dobierała sobie towarzyszy. Otaczał ją wielobarwny tłum. Wielokrotnie zdarzało się w jej wędrówkach, że nie mówiła tym samym językiem. Ludzie z różnych prowincji, z różnych ścieżek życiowych, wymieszali się razem w szczęśliwych tłumach. Dowiedziano się, że Śri Ma akceptowała zaproszenia do praktyk religijnych. Tak więc wielbiciele przygotowywali na Bhagawat Saptah, Durga Pudźę, Chandipath itd. w swoich miastach. Modlili się do niej o obecność w czasie tych praktyk. Gdziekolwiek Śri Ma się zatrzymała, natychmiast stawała się centrum dla zgromadzeń tysięcy ludzi. Śri Ma przez swe współczucie dla organizatorów ruszała dalej gdy tylko rzeczy zaczynały wymykać się spod kontroli. Nie było centralnego zarządzania w otoczeniu Śri Ma; ktokolwiek mógł, przejmował kierownictwo tak długo jak mógł. Rzeczy same się organizowały. Trudno jest opisać absolutnie improwizowaną naturę zdarzeń, które zdawały się spełniać khelaję Śri Ma dotyczącą jej podróży, towarzyszy lub czasów i miejsc odosobnienia. We wszystkich głównych miastach, które Śri Ma często odwiedzała, wielbicie zebrali się razem i budowali jeden Aśram za drugim, ale nie służyło to temu, by ograniczać jej ruchy i dostarczać jej wygód w czasie gdy w danym miejscu przebywała, gdyż często wcale nie odwiedzała Aśramu tylko szła w jakieś inne miejsce.

W 1940 Śri Ma weszła w bliski kontakt ze Śri Prabhu Dattaji Maharaj z Jhunsi, Mahatmą o znaczącej sławie. Zaprosił ją aby dołączyła do zgromadzenia sadhu w Jhunsi w 1944 roku. Tu poznała innych Mahatmów, wśród nich Śri Haribabaji Maharaj, Śri Chakrapaniji i Śri Sharananandaji. Do tej pory Sadhu Samadź unikało jej, ponieważ była w formie kobiety. Śri Prabhu Dattaji złamał tą sztuczną barierę. Później Haribabaji Maharaj oddał jej najwyższy z możliwych honorów. Głowy innych Zakonów Monastycznych rozpoznały w niej kwintesencję tradycji Upaniszad i przyjęły jej słowo jako samą Śastrę.

Na khejalę Śri Ma 14 stycznia 1947 rozpoczęto wielką Sawitri Jadźńę w Varanasi w nowo zbudowanym Aśramie. Samkalpą (przewodnią ideą Jadźńy) było „Dobro Ludzkości”. W kraju było wielkie napięcie przed Niepodległością w sierpniu tego samego roku. Pomimo wszystkich tych negatywnych czynników Jadźńa trwała bez zakłóceń i 14 stycznia 1950 roku doszła do spektakularnego zakończenia. Wielkie zgromadzenie znanych Mahatmów zebrało się z tej okazji. Uczestniczyli w nim książęta, renomowani artyści, osobistości ze świata polityki i tłumy zwykłych ludzi. W obecności Śri Ma wszystkie działania nabierają niezwykłego blasku. Ta jadźńa uroczysta i wspaniała w samej sobie wywarła olbrzymi wpływa na jej uczestnikach.

Najbardziej przyciągającą praktyką pod przewodnictwem Śri Ma okazało się Samyam Saptah. Śri Ma często mówiła o tym jak istotne jest zauważanie ograniczeń w sposobie życia przynajmniej raz w miesiącu, jeśli nie raz w tygodniu. Śri Jogibhai, Prezydent Anandamaji Sanghi zasugerował, by Saptah Samjam zostało zorganizowane w sąsiedztwie Śri Ma, tak aby wszyscy wielbiciele mogli się zgromadzić na tą okazję. Pierwszy taki saptah został zorganizowany w Aśramie Varnasi w 1952 roku. Uczestniczy przestrzegali całkowitego postu w pierwsze i ostatnie dni. Pomiędzy nimi podawano raz dziennie bardzo prosty posiłek został ustalony przez samą Śri Ma. Pod jej przewodnictwem program na cały dzień został tak ustalony. Po codziennej osobistej pudźy etc., wszyscy uczestnicy zbierali się w Głównej Sali by słuchać duchowych dyskursów, śpiewanie kirtanów i medytację. Drzwi były zamknięte, aby nic nie przeszkadzało. Po krótkiej przerwie po południu na jedzenie i trochę odpoczynku, Wratis (uczestnicy) zbierali się na wieczorną sesję i tak dalej.

Popularność tych praktyk była fenomenalna. Cały Aśram przygotowywał się na to. Mahatmowie przybywali z daleka i bliska. Ludzie słuchali uczonych wykładów dawanych przez mówców, których w innym razie nigdy by nie słyszeli. Słuchali rzadkich pism świętych i słuchali dobrej muzyki. Najlepszą częścią dnia była 21.30 gdy Śri Ma odpowiadała na pytania zgromadzonych. Cały dzień mijał jak błysk w oczekiwaniu na ten pół godzinny maitri satsang (matri – przyjacielski, życzliwy).Uczestnicy byli zdumieni, że bez żadnego wysiłku mogą żyć jak asceci przez tydzień.

Najlepszym sposobem by zrozumieć Śri Ma jest nie porównywanie jej z żadnym jaśniejącym na naszych duchowych niebiosach. Uznanie jakie zdobyła w ciągu swego życia zyskała przez samą swoją obecność. To dlatego Swami Chinmayananda powiedział o niej w Bangalore (czerwiec 1978): „Gdy słońce świeci nikt nie potrzebuje pokazywać promieni”. Harmonia przeciwności była motywem przewodnim jej drogi życiowej. Wśród wspaniałości i splendoru, które zdawały się nieodłączne gdziekolwiek była, żyła jak asceta. Przez całe swe życie niewiele jadła. Oprócz miesięcy powstrzymywania się od jedzenia, które zdarzały się od czasu do czasu, utrzymywała inne rygory. Przez wiele lat jadła co drugi dzień. Gdy protestowano, Śri Ma mówiła: „Nie potrzeba wcale jeść aby zachować ciało. Jem tylko po to, bo pozory normalnego zachowania muszą zostać zachowane, abyście nie czuli się ze mną skrępowani.” Przyjmowanie jedzenia nie było powiązane z żadnymi chorobami. W istocie cieszyła się ona doskonałym zdrowiem gdy nic nie jadła. Choroby przychodziły i odchodziły podążając swoim rytmem.

W swych czasach spotkała prawie wszystkich wysoko postawionych polityków, którzy doszli do władzy po Niepodległości. Nie rozmawiali z nią o sprawach państwowych. Mówiła tylko o Bogu i duchowych aspiracjach człowieka.

Niektórzy wielbiciele w czci dla jej wszechwspółczującego przesłania mówią czasami, że przyjmowała wszystkie religie jako prawdziwe ścieżki do Boga. To może być za mało powiedziane. Faktem było, że Śri Ma nie widziała różnic, które trzeba by spajać; dla niej, w istocie, wszystko było tylko Jedynym. To samo można powiedzieć o jej podejściu do kobiet. Nie rozpoznawała niższości ani wyższości. Żądała (jeśli wobec niej można użyć tego słowa) tego samego ascetyzmu wysokiej klasy od brahmaćarich i brahmaćarinich w Aśramie. Czystość mowy, działania i myśli była zawsze ideałem, który ustanowiła dla wszystkich wędrowców na drodze urzeczywistnienia Boga.

Gdy Śri Ma rozmawiała z młodymi, nowoczesnymi ludźmi, zdawała się być w pełni świadoma mody czasów; nawet mimo tego jej interlokutorzy nie mogli jej nigdy zmusić by przystała na ich żądania kompromisów. Ona z wielkim poczuciem humoru i zrozumienie zawsze potrafiła doprowadzić ich do akceptacji jej prośby o rozpoczęcie poszukiwań Jego, który jest ukryty w komnacie serca. Można powiedzieć, że dla wszystkich wielbicieli następujący tekst może wyrazić ich odczucia w stosunku do Śri Ma:

bhidyatehrdayagranthicsahhidyante sarvasainsayah kshiyante casya karmani tasmin drste paravare

Więzy serca są przeniknięte, wszystkie wątpliwości są rozwiązane, wszystkie więzy są zniszczone widząc Jego, który jest tut i poza. Mundakopanisad 11.2.8

W perspektywie wydaje się, że Śri Ma rozpoczęła proces wycofywania się znacznie wcześniej. Stawała się coraz mniej dostępna ponieważ mówiono, że nie czuła się dobrze. Wszyscy wielbiciele wiedzieli że ta dolegliwość jej się przytrafiła, ponieważ nie było jej khejalą zabronić im dostępu do siebie. Wiele razy powtarzała: „Dlaczego jesteście tak przeciwni chorobom? One także przychodzą do tego ciała tak jak wy. Czy mówię wam abyście odeszli?” Przyłączając się do modlitw jej towarzyszy, Śri Ma była wielokrotnie widziana jak wykonuje pewne jogiczne krije aby pozbyć się swych chorób. We późnych latach siedemdziesiątych i 1981 nie miała khejali by odpowiadać na jakiekolwiek rodzaj modlitw na jej uzdrowienie. Zajęła się wypełnianiem różnych rzeczy, w które była zaangażowana. Nie wyglądała na chorą, ale była tak piękna i pogodna jak zawsze; ale oczywiście wielbiciele przywykli do tego, że nie uzyskiwali jej darśanu tak łatwo jak zawsze. Zupełnie z praktycznych powodów wycofała się ze wszystkich publicznych spotkań za paroma wyjątkami. Jej ostatnią khelają było wykonanie ati Rudra Jadźńa w Kankhal. Była to najwspanialsza ze wszystkich wedyjskich jadźń. Pod przewodnictwem Śri Ma została wykonana z taką wspaniałością i precyzją we wszystkich szczegółach opisanych w świętych pismach, że nawet uczeni powiedzieli, że Śri Ma zainicjowała Satja Jugę w Wieku Kali.

W ostatnich dniach Śri Ma była pogodna ale inaczej niż zwykle zdawała się usuwać poza modlitwy ludzi wokół niej. Zazwyczaj zawsze przykładała wielką uwagę do słów Mahatmów, ale teraz na wszystkie rozmowy o jej uzdrowienie uśmiechała się i mówiła: „Nie ma khejali”.

Śri Dźagadguru Śankaraćarja Shrinegri, Sarada Peetham chciał zaprosić ją do Shringeri z okazji Corocznej Durga Pudźa i namawiał ją aby pozbyła się szybko swej choroby. Odpowiedziała swym jak zwykle delikatnym tonem: „To ciało nie ma choroby, Pitadźi. On jest wzywane ku Nieprzejawionemu. Cokolwiek widzisz, że się teraz dzieje zmierza w kierunku tego wydarzenia.” W chwili życzenia mu wszelkiego powodzenia tj. następnego dnia (2 lipca) ponownie potwierdziła niezdolność do spełnienia jego próśb mówiąc: „Jako Atma zawsze będę przebywać z tobą”.

Śri Ma odzwyczajała wielbicieli od swej fizycznej obecności. Nie odpowiadała na listy, ale piszący czuli jej obecność w swych sercach i ich pytania zostały odpowiedziane. Nie uczestniczyła w żadnych programach, które były wykonywane z tą samą uważnością i w odpowiednim czasie w Aśramie. Przestała spożywać pokarm przez wiele miesięcy. Pomagające jej dziewczyny dawały jej kilka kropel wody tylko w doraźnych momentach. Śri Ma spędziła swe ostatnie dni w Aśramie w Kishenpur. Nie żegnała się poza wypowiedzeniem „Śiwaja namah” w nocy 25-tego; ta mantra wskazuje na ostateczne rozpuszczenie światowych więzów. Stała się Nieprzejawionym w piątek 27 sierpnia 1982 roku, około godziny 20. Kankhal u podnóży Himalajów jest świętym miejscem. Wszystkie zakony monastyczne mają swe Główne Siedziby w Hardawarze.

Przez konsensus opinii całe grono Mahatmów przyszło razem by przyjąć fizyczne pozostałości Śri Ma. Oddano jej najwyższe honory; procesja złożona z tysięcy eskortowała pojazd wiozący jej ciało z Dehra Dun do Kankhal. Ostatnie rytuały Samadhi zostały przeprowadzone przez Mahanirvani Akhadha. Tak jak powiedziała Śri Ma, należała ona do wszystkich, więc wszyscy uczestniczyli w ostatnim pożegnaniu ludzkiego ciała, które utrzymywało ich ukochaną Ma przez 86 lat. Śri Ma przyszła w czasie gdy Indie i świat przechodziły przez wiele kryzysów. Pozostała jako jeden z ludzi, przynosząc poprzez to nadzieję, pocieszenie i przestrzegając starożytnych ideałów naszej tradycji pomimo ogromnych wpływów obcych kultur. W pełni rozumiała egzystencjalne znaczenie obecnego wieku technologii i jej sposób życia w świecie pokazał właściwy punkt widzenia tym, którzy chcieliby widzieć dalej. To, że Bóg jest tak samo obecny w świecie oddanym naukowym badaniom jak był w erze mitologicznej możemy nazwać jej „Przekazem” udzielonym przez jej pobyt na ziemi.

Uważamy, że ziemia Bharatvarsha jest święta. Co jakiś czas widzimy w Indii nie tylko zwykłego nauczyciela lub świętego, ale wzór życia, który jest kwintesencją jej ducha. India miłuje połączenie niebios i ziemi, pomieszanie ponadczasowego porządku i porządku czasu; spotkanie horyzontów wiecznej tęsknoty w człowieku i spływu Łaski. Raz na jakiś czas taki sen się zdarza. Odnajdujemy Nauczyciela, Dźagatguru, który nie tylko budzi tęsknotę za poszukiwaniem Prawdy, ale wznieca wiarę w jej ostateczne spełnienie.

Śri Ma zawsze pozostanie z nami w formie jej nieśmiertelnych słów, z których najdroższe brzmią: „Ma jest (jestem) tutaj, po co się martwić?” (Ma Achen, kiser cinta?)


Śri Ma objawia Samą Siebie


20-tego dnia Visakh 1336 roku (1929) Matka opuściła Ramna Aśram po tym gdy przebywała tam 24 godziny po instalacji bóstwa. Była ubrana tylko w sari. Właśnie wtedy ten hymn wyszedł z Jej ust. Poprosiła Swoich wielbicieli aby go zapisali. Była wtedy w ekstatycznym stanie i tylko część hymnu udało się spisać. Nie można ręczyć za jego poprawność. Dała ona zgodę na śpiewanie go przy akompaniamencie instrumentów muzycznych przez rozpoczęciem Kirtanu. Z tego tłumaczenia będzie oczywistym, że ciało Matki wyraziło się w życzeniu dobrobytu, pokoju i postępu świata. Jej bezgraniczna miłość i współczucie dla wszystkich żyjących istot promieniuje we wszystkich kierunkach i siedzi ona Najwyższa w centrum obejmując wszechświat.

„Ty jesteś Światłem wszechświata i jego kontrolującym i prowadzącym duchem. Pojaw się pośród nas! Z Ciebie pajęczyna światów rozprzestrzenia się w każdej chwili. Ty jesteś rozpraszającm wszystkie lęki; pojaw się przed nami! Ty jesteś nasieniem wszechświata; Ty jesteś Bytem w którym przebywam. Ty jesteś obecny w sercach wszystkich wielbicieli. O Ty, którego widzę przed sobą, przegoń lęki wszystkich stworzonych istot. Ty jesteś ucieleśnieniem wszystkich bogów i wiele więcej. Ty jesteś ze mnie, a ja jestem uosobieniem całego stworzonego świata. Kontemplujmy samą Podstawę tego wszechświata, przez Którą świat szuka wyzwolenia. Ty opierasz się na Twej własnej wiecznej podstawowej naturze. Ty wyszedłeś z Prańawy, nasiennego słowa i podstawy wszelkiego istnienia i prawdy wszystkich. Wedy są tylko iskrami Twego wiecznego Światła. Ciebie symbolizuje niebiańska para, Kama i Kameśwari, którzy są rozpuszczeni we wszechprzenikającej Najwyższej Błogości i wyrażeni jako Nāda i Bindu, gdy są zróżnicowani dla podtrzymywania Twej Lili. Rozpuść lęki świata.

Szukam schronienia w Tobie. Tyś mym schronieniem i miejscem ostatecznego odpoczynku. Przyjmij całe moje istnienie w Twoje. Jako Dostawca Ty pojawiasz się w dwóch formach – wyzwalającego i wielbiciela szukającego wyzwolenia. Przeze mnie wszystko jest stworzone na twój własny obraz; przeze mnie wszyscy są zesłani na świat; i we mnie wszyscy znajdą ostateczne schronienie. Jestem ostateczną przyczyną wspomnianą w Wedach jako Prańawa. Jestem Mahamają i Mahabhawą zarazem. Oddanie dla mnie jest przyczyną Mokszy (wyzwolenia). Wszyscy należą do mnie. Mnie Rudra zawdzięcza wszystkie jego moce i sobie samej śpiewam chwałę Rudry, który przejawia się we wszystkich działaniach i ich przyczynach.”

„Mother as Revealed to me” napisane przez Bhaiji – Maj 2004 strony 46-47

Bengalska "Radością Przepojona Matka"


Paramahansa Yogananda i Anandamayi Ma
- rozdział z Autobiografii Jogina autorstwa Paramahansa Jogananady

- Panie, proszę nie opuszczać Indii nie zobaczywszy przedtem Nirmala Dewi. Jej duchowa moc jest ogromnie intensywna; jest ona znana szeroko i daleko jako Ananda Moyi Ma (Radością przepełniona matka). - Moja siostrzenica, Amijo Bose, spoglądała na mnie poważnie.

- Naturalnie! Bardzo pragnę zobaczyć tę świętą kobietę - rzekłem. - Czytałem, że głęboko urzeczywistniła w sobie Boga. Mały artykuł o niej ukazał się przed laty w "East-West".

- Sama zetknęłam się z nią - mówiła dalej Amijo - gdy niedawno odwiedziła moje miasteczko Dżemszedpur. Na prośbę pewnego ucznia Ananda Moyi Ma weszła do domu umierającego człowieka. Stanęła przy jego łóżku; gdy ręką dotknęła jego czoła, rzężenie przedśmiertne ustało, choroba znikła natychmiast; z radosnym zdumieniem człowiek ów stwierdził, że jest zdrów.

W kilka dni później usłyszałem, że Pełna Szczęścia Matka zatrzymała się w domu pewnego ucznia w Bhowanipur, dzielnicy Kalkuty. Gdy ford nasz zbliżał się do owego domu w Bhowanipur, ujrzeliśmy obaj z mym towarzyszem niezwykłą scenę na ulicy.

Ananda Moyi Ma stała w otwartym samochodzie błogosławiąc tłum około setki uczniów. Najwidoczniej był to moment jej odjazdu. Mr Wright zatrzymał forda w pewnej odległości i towarzyszył mi pieszo w stronę tego spokojnego zebrania. Święta spojrzała w naszą stronę, wysiadła z auta i podeszła ku nam.

- Ojcze, przybyłeś! - Z tymi gorącymi słowy objęła mnie za szyję i oparła głowę na mym ramieniu. Mr Wright, któremu dopiero co powiedziałem, że nie znam świętej, ucieszył się ogromnie tą niezwykłą formą powitania. Oczy setki uczniów wpatrywały się z pewnym zdumieniem w ten nastrojowy obraz.

Natychmiast spostrzegłem, że święta znajduje się w stanie samadhi. Nie dostrzegając swej zewnętrznej kobiecej postaci, wiedziała, że jest niezmiennym duchem; z tego poziomu radośnie witała drugą duszę oddaną Bogu. Poprowadziła mnie za rękę do swego samochodu.

- Ananda Moyi Ma, opóźniam twoją podróż! - protestowałem.

- Ojcze, po wiekach spotykam cię po raz pierwszy w tym życiu! - odrzekła. - Proszę nie opuszczać mnie jeszcze.

Usiedliśmy razem na tylnym siedzeniu wozu. Pełna szczęścia Matka weszła niebawem w niewzruszony stan ekstazy. Piękne jej oczy spojrzały w niebo i zastygły w wewnętrznej wizji szczęścia. Uczniowie śpiewali: "Zwycięstwo dla Boskiej Matki"!

Poznałem w Indiach wielu ludzi, którzy urzeczywistnili Boga w sobie, lecz nigdy przedtem nie spotkałem tak zachwycającej świętej. Szlachetna jej twarz płonęła niewypowiedzianą radością, która nadała jej imię: "Radością Przepojona Matka". Długie, czarne warkocze leżały swobodnie poza jej odkrytą głową. Czerwona kropka z sandałowej pasty na jej czole symbolizowała duchowe oko, zawsze u niej otwarte. Drobna twarz, drobne ręce, drobne stopy - prawdziwy kontrast jej duchowej wielkości! Podczas gdy Ananda Moyi Ma pozostawała w medytacji, zadałem kilka pytań znajdującej się obok uczennicy.

- Radością Przepełniona Matka podróżuje szeroko i daleko po Indii, w wielu stronach ma setki uczniów - powiedziała mi czela.

- Jej odważne wysiłki doprowadziły do wielu pożądanych reform społecznych. Chociaż pochodzi z kasty bramińskiej, nie uznaje żadnych różnic kastowych.

Dodatkowe fakty z życia Anandy Moyi Ma znalazłem w "East-West". Święta urodziła się w 1893 r. w Decca, w środkowym Bengalu. Chociaż jest analfabetką, zadziwiała intelektualistów swą mądrością. Jej sanskryckie wiersze wprawiają uczonych w zdumienie. Przyniosła pociechę wielu osieroconym osobom, dokonała wielu cudownych uleczeń przez samą swą obecność.

- Grupa uczniów, która z nią podróżuje, zawsze otacza ją opieką. Musimy się o nią troszczyć, gdyż nie zwraca zupełnie uwagi na swe ciało. Gdyby ktoś nie podał jej pożywienia, nie jadłaby ani nie szukała jedzenia. Nawet gdy się postawi przed nią posiłek - nie dotknie go. Aby zapobiec jej zniknięciu z tego świata, my, uczniowie, karmimy ją własnymi rękoma. Często przez szereg dni pozostaje w boskim transie, nie oddychając i nie poruszając oczyma. Jednym z głównych uczniów jest jej mąż. Wiele lat temu, wkrótce po zawarciu z nią małżeństwa, uczynił ślub milczenia.

Czela wskazała mi barczystego mężczyznę o delikatnych rysach, z długimi włosami i siwą brodą. Stał spokojnie wśród zebranych, złożywszy dłonie w pełnej uszanowania postawie ucznia.

Wzmocniwszy się medytacją w Nieskończonym, Ananda Moyi Ma skupiła znów swą uwagę na materialnym świecie.

- Proszę mi powiedzieć, ojcze, gdzie przebywasz. - Głos jej był czysty i melodyjny.

- Obecnie w Kalkucie lub w Ranczi; wkrótce jednak powrócę do Ameryki.

- Do Ameryki?

- Tak. Hinduska święta spotkałaby się tam ze szczerym uznaniem u ludzi szukających duchowego życia. Czy zechciałabyś pojechać?

- Jeśli ojciec może mnie zabrać - pojadę.

Ta jej wypowiedź zatrwożyła stojących w pobliżu uczniów.

- Dwadzieścia lub nawet więcej osób spośród nas zawsze podróżuje ze Świętą Matką - powiedział z naciskiem jeden z uczniów - gdyż nie moglibyśmy bez niej żyć. Gdziekolwiek ona jedzie, my musimy także jechać.

Z żalem więc zrezygnowałem z tego planu.

- Proszę przynajmniej przybyć do Ranczi razem ze swymi uczniami - rzekłem żegnając się ze świętą. - Będąc boskim dzieckiem sprawisz radość dzieciom w mej szkole.

- Kiedykolwiek ojciec mnie zaprosi, chętnie przyjadę.

Niedługo potem Widjalaja w Ranczi przygotowywała się uroczyście do obiecanej wizyty. Młodzież wyczekiwała niecierpliwie na każde uroczyste święto: dzień bez lekcji, muzyka i na finał - uczta!

- Zwycięstwo! Ananda Moyi Ma, ki dżaj! - Ten zaśpiew powtarzany przez rozentuzjazmowane młode gardła powitał świętą i jej świtę, gdy wstąpiła w podwoje szkoły. Deszcz nagietków, dźwięk cymbałów, mocny głos konch i bicie w mridangi. Święta chodziła z uśmiechem po słonecznych terenach Widjalaji, niosąc zawsze w sercu swój przenośny raj!

- Pięknie jest tutaj - rzekła łaskawie Ananda Moyi Ma, gdy wprowadziłem ją do głównego budynku. Usiadła obok mnie z dziecięcym uśmiechem, ale choć była mi najbliższą z drogich przyjaciół, to jednak odnosiłem wrażenie, że zawsze otacza ją aura obcości - paradoksalne odosobnienie wszechobecności.

- Proszę mi opowiedzieć coś o swym życiu.

- Wiesz, Ojcze, wszystko o nim, po cóż to powtarzać? - Widocznie uważała, że zwykła historia jednej krótkiej inkarnacji nie zasługuje na uwagę.

Roześmiałem się i uprzejmie powtórzyłem swą prośbę.

- Ojcze, tak mało jest do opowiadania. - Wyciągnęła zgrabne ręce w błagalnym geście. - Świadomość moja nigdy nie złączyła się z tym przemijającym ciałem. Zanim przyszłam, Ojcze, na tę ziemię, "byłam ta sama". Wyrosłam na kobietę, lecz wciąż "byłam ta sama", gdy rodzina, w której się urodziłam, poczyniła przygotowania do wydania tego ciała za mąż, "byłam ta sama". A gdy odurzony namiętnością przyszedł do mnie mój mąż i szeptał przymilne słowa dotykając lekko mego ciała, doznał tak gwałtownego wstrząsu, jak gdyby w niego piorun uderzył, gdyż nawet wtedy "byłam ta sama"! Mój mąż ukląkł przede mną, złożył swe dłonie i błagał mnie o przebaczenie.

- Matko - rzekł - ponieważ zbezcześciłem twą cielesną świątynię dotykając jej z pożądliwą myślą - nie wiedząc, że mieszka w niej nie moja żona, lecz Święta Matka - składam uroczysty ślub: będę twym uczniem, będę przestrzegał czystości, będę w milczeniu opiekował się tobą jako sługa, nie wypowiadając do nikogo, dopóki będę żył, ani słowa. Obym w ten sposób odpokutował za grzech, który dziś popełniłem wobec ciebie, mój guru.

- Nawet wtedy, gdy spokojnie przyjęłam tę propozycję swego męża - "byłam ta sama". I teraz przed tobą, Ojcze, "jestem ta sama". Zawsze, choć taniec istnienia trwa wokół mnie w przestrzeni wieczności - "będę ta sama".

Ananda Moyi Ma zapadła w głęboki stan medytacyjny. Postać jej była nieruchoma jak posąg; uszła do swego zawsze otwartego królestwa, ciemne jeziora jej oczu wyglądały jak pozbawione życia i szklane, wygląd ten pojawia się często u świętych, gdy świadomość opuszcza ich ciało, które wówczas nie jest niczym więcej jak bryłą bezdusznej gliny. Siedzieliśmy razem przez godzinę w ekstatycznym transie. Święta powróciła do tego świata z wesołym lekkim uśmiechem.

- Proszę cię, Ananda Moyi Ma - chodźmy do ogrodu. Mr Wright zrobi kilka zdjęć fotograficznych.

- Oczywiście, Ojcze. Twoja wola jest zarazem moją. - Podczas pozowania do wielu fotografii wspaniałe jej oczy zachowały niezmienny boski blask.

Czas na ucztę! Ananda Moyi Ma usiadła na złożonym kocu, a jej uczeń z boku, aby ją karmić. Jak małe dziecko święta połykała posłusznie swe pożywienie, które uczeń podawał jej do ust. Było oczywiste, że Święta Matka nie dostrzegała żadnej różnicy pomiędzy curry a słodyczami!

Gdy zbliżał się zmierzch, święta zasypywana deszczem płatków róż, oddaliła się razem ze swą świtą, wzniesionymi dłońmi błogosławiąc chłopców. Twarze ich płonęły uczuciem miłości, którą ona bez wysiłku wzbudziła.

"Będziesz miłował Pana Boga twego, z całego serca twego i z całej duszy twojej i z całego umysłu twego i z całej siły twojej. Chrystus głosił: to jest pierwsze przykazanie" (Marek 12:30).

Odrzuciwszy wszelkie niższe przywiązania, Ananda Moyi Ma ofiarowała swą miłość wyłącznie Panu. Nie przez dzielenie włosa na czworo, co wyróżnia uczonych, lecz dzięki prostej logice wiary - naiwna święta, tak bardzo podobna do dziecka - rozwiązała jedyny problem życia ludzkiego: problem ustanowienia swej jedności z Bogiem. Brodząc w gęstej mgle wątpliwości, człowiek zapomniał o tak wielkiej prostocie. Odrzucając monoteistyczną miłość do Boga, narody osłaniają swój brak wiary skrupulatnym popieraniem zewnętrznych form miłosierdzia. Te humanistyczne gesty mają także swą wartość, gdyż na chwilę odwracają uwagę człowieka od niego samego, jednakże nie uwalniają go one od odpowiedzialności w życiu, o której mówił Jezus jako o pierwszym przykazaniu. Już z pierwszym tchnieniem, użyczonym mu hojnie przez jedynego jego Dobroczyńcę, człowiek wziął na siebie zobowiązanie miłowania Boga, które podnosi go wzwyż.

Przy innej sposobności, już po jej wizycie w Ranczi, miałem możność zobaczenia jeszcze raz Anandy Moyi Ma. W kilka miesięcy później stała ona wśród swych uczniów na peronie w Serampore, czekając na pociąg.

- Ojcze, udaję się w Himalaje - rzekła mi. - Hojni moi uczniowie zbudowali dla mnie pustelnię w Dehra Dun.

Gdy wsiadała do pociągu, zdumiałem się, widząc, że Ananda Moyi Ma nigdy nie odwraca swych oczu od Boga, niezależnie od tego, czy znajduje się w tłumie, w pociągu, na wozie, czy siedzi w milczeniu. Słyszę w sobie jeszcze jej głos - echo niezmiernej słodyczy: "Oto teraz i zawsze zjednoczona z wieczystym, jestem zawsze ta sama".


Zapraszamy na warsztaty Królewskiej Radża Jogi 


© Wszelkie prawa do publikacji zastrzeżone przez: radża-joga.blogspot.com


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz