czwartek, 24 grudnia 2020

Radża Joga - Zasady

Kurs wprowadzający część II

2. ZASADY [Ŗta]

Postanowiłeś już nieodwracalnie wstąpić na ścieżkę, wstąpić zaraz, od dzisiaj, wstąpić nie połowicznie tylko, lecz zupełnie. Gdyś sobie to powiedział poważnie i stanowczo, w głębi duszy odczułeś zaraz, jakby ci z barków spadł ciężar wielki, odczułeś przedsmak wyzwolenia, jakie cię czeka u końca ścieżki. Ale odczułeś zarazem coś jak strach święty, podobny temu, który się odczuwa przed śmiercią. Nie jest to obawa przed tym, co nastąpi, lecz poczucie, że będzie to coś wielkiego, coś niesłychanie doniosłego, czego nigdy dotychczas nie przechodziłeś. Ta cześć święta dla tego nieznanego i wielkiego, co cię czeka na ścieżce, niechaj ci będzie sprawdzianem, że już dorosłeś. Gdybyś jeszcze nie dorósł, przystępowałbyś do wrót ścieżki nie ze czcią świętą, nie z obawą, ale z tą pewnością siebie, jaką mają ludzie zarozumiali. To poczucie czci pielęgnuj w sobie i rozwijaj troskliwie, bo z niego rozkwitnie ci później jedna z władz najpotężniejszych.

Masz przygotowywać mieszkanie godne twej jaźni wyższej, dlatego musisz w sobie wykształcić uczucia rodzajów całkiem odrębnych, niż dotychczas. Uczucia zgryźliwości, smutku, przygnębienia, zazdrości, niezadowolenia lub też pychy, pewności siebie, ambicji, to wszystko byłoby mieszkaniem zbyt marnym dla tej Iskry Bożej, która ma w twych ciałach zamieszkać. Nie zaszedłbyś daleko na ścieżce, gdybyś chciał iść po niej tylko myślowo, bez rozwijania w sobie i pielęgnowania uczuć odpowiednich. Dlatego też i to, co czytasz tutaj, czytaj tak, abyś nie tylko zrozumiał i przetrawił w myślach, ale także odczuł jak najżywiej. Nie sądź, że opanowanie siebie jest jednoznaczne ze zniszczeniem w sobie wszelkiej zdolności do uczuć. Byłoby to wyjałowieniem duszy i zubożeniem, a ty masz duszę wzbogacać i wykształcać. Taką oschłość serca mógłby czuć tylko ten, kto chciałby wedrzeć się na ścieżkę przed dorośnięciem do niej.
Czas teraz, abyś zaznajomił się z zasadami, na których "ścieżka" polega. Są one wszędzie i zawsze te same, bo wiodą do tego samego celu. Zasadą każdej szkoły jest nauka, a chociaż nauka jest w każdej klasie inna, jednak w każdej są uczniowie i nauczyciele. Zasadą podobną jest, że nauczycielem może być tylko ten, kto przedtem był uczniem. Mistrz twój na ścieżce sam kiedyś był również takim uczniem, jakim ty jesteś dzisiaj. Byłby nauczycielem fałszywym taki, który by chciał udzielać innym wskazówek, nie przeszedłszy sam przez szkołę. Tu samouków nie ma, bo samouk stworzyłby sobie system indywidualny, bez wartości dla drugich, a nawet dla nich szkodliwy. Nie sądź tedy, że Mistrz twój da ci cokolwiek osobistego, że wpoi w ciebie jakieś zapatrywania osobiste lub przekaże coś ze swych doświadczeń. On cię tylko poprowadzi, wskaże drogę, ale iść nią musisz sam.

Mistrz nie da ci nic gotowego, nic nie zrobi za ciebie. Wskaże ci tylko, jak można to zrobić, stworzy ci warunki, pomoże wywikłać się z pomyłek, ale nie doda ci ani sił, ani wiedzy, ani zachęty nawet. Ty sam musisz chcieć, sam musisz wykrzesać z siebie zawsze ochotę i siły. Jeżeli czegoś nie rozumiesz, On ci nie wyjaśni, tylko wprowadzi cię w takie warunki, w których sam będziesz mógł znaleźć wyjaśnienie, jeżeli będziesz szczerze pragnął i szukał. Nie byłoby to pomocą dawać komuś coś gotowego, byłoby to tylko jałmużną. Naucz się tego i ty od Mistrza. Nie pomożesz nikomu przez to, że mu dasz coś, czy to materialnego czy duchowego, prawdziwą pomoc dasz tylko wtedy, gdy mu pomożesz dojść do tego, aby sam sobie pomógł.

Dlatego też nie oczekuj, że ujrzysz Mistrza w ciele fizycznym, bo łączność z nim uzyskuje się nie przez znajomość osobistą, lecz przez dorośniecie duchem do niego. "Łączność z Guru (Mistrzem) możesz uzyskać tylko przez to, że wzniesiesz się do tej równi duchowej, na której Mistrzowie przebywają, ale nie przez to, że będziesz usiłował ściągnąć ich na naszą równię (ziemską). Nie oczekuj zobaczenia któregoś z nich, ale bądź zawsze gotów odpowiedzieć, gdy do ciebie przemówią. Laik "czela" (uczeń) nie jest jeszcze niczym innym jak żyjącym wśród świata człowiekiem, który szczerze pragnie oświecenia w rzeczach duchowych. Przekroczył tylko linię graniczną dzielącą go od Mistrzów i zwrócił niejako ich uwagę na siebie. Pracuje a Mistrzowie go obserwują. Czy on Mistrza widuje czy nie, pozostaje bez wpływu na wynik pracy. Jego dobre myśli, słowa i postępki przyniosą równie owoc, jak złe" (B).

Masz tu znowu słowa sanskryckie, ale musisz się z nimi pogodzić. "Guru" [Guru/ħ] oznacza nauczyciela, tj. Mistrza takiego, który ma w swej opiece ucznia i prowadzi go po ścieżce. "Czela [Chela/ħ]" zawiera ten sam źródłosłów co polskie słowa "czeladnik, czeladź" i oznacza ucznia, który już odbył okres próby. Przed tym okresem jest jeszcze laikiem, czeladnikiem próbnym, uczniem. Z samych nazw możesz wnioskować, że do ścieżki wiedzie okres przygotowawczy, okres próbny. Istnieje tu podobieństwo do dawnych zwyczajów w rzemiośle. Kto chciał zostać rzemieślnikiem, wstępował naprzód na naukę, na praktykę, do "terminu". Był wówczas uczniem, terminatorem i nie miał jeszcze prawa nic wykonywać. Miał tylko "służyć", zapoznawać się z narzędziami i rzemiosłem. Majster obserwował go, a gdy uznał za przydatnego, dopuszczał do swego warsztatu na próbę, na czeladnika. Dopiero wtedy, gdy uczeń okazał się zdolny, mógł dostąpić wyzwolenia na samodzielnego czeladnika, aby w końcu zostać majstrem. Te warunki w cechach rzemieślniczych były wzorowane na warunkach w dawnych szkołach tajemnych i zaczerpnęły od nich takie nazwy jak "czeladnik, czeladź". Jeżeli sobie to uprzytomnisz, zbliżysz się do zasad szkół tajemnych.

Zasady swego kształcenia ludzi na czeladników brało dawne rzemiosło z zasad szkół tajemnych. Rzemiosło każde było zresztą także "wiedzą tajemną". Majster posiadał swe tajemnice zawodowe, do których doszedł przez lata doskonalenia się w swym rzemiośle. Musiał zatem dobierać uczniów sumiennie, aby mieć ludzi pewnych, którzy nie zdradziliby jego tajemnic na zewnątrz. Podobnie jest do dziś w szkołach tajemnych. Tam uczeń musi złożyć pewne zobowiązania, pewne "śluby", że tajemnic nie zdradzi. Nie sądź jednak, że to "zdradzenie tajemnic" może polegać na wyjawieniu ich komuś obcemu. Takich tajemnic tu nie ma, są tylko takie, które człowiek obcy, nie przygotowany, zrozumiałby fałszywie, bo do zrozumienia właściwego nie dorósł. Spróbuj dziś powiedzieć komukolwiek z twego otoczenia, że pracujesz nad przygotowaniem mieszkania dla Iskry Bożej w tobie, a nie zrozumie cię wcale lub zrozumie cię błędnie. Oto już jest pierwsza z twych "tajemnic", zatem pojmiesz łatwo, że "zdradzić" jej nikomu nie możesz. Podobnie będzie z innymi tajemnicami, które poznasz na ścieżce.

Gdy uczeń sprosta próbie, wolno mu wstąpić do "świątyni poznania wyższego". "To, co ma teraz uczynić, przedstawiane bywa nieraz jako przysięga, którą ma złożyć, że nie zdradzi nic z nauk tajemnych. Ale wyrazy "przysięga" i "zdradzić" nie są odpowiednie i początkowo wprowadzają w błąd. Nie idzie tu o przysięgę w zwykłym znaczeniu. Raczej zdobywa się na tym stopniu pewne doświadczenie. Dowiaduje się, jak należy stosować wiedzę tajemną, jak jej używać w służbie ludzkości. Zaczyna się dopiero wtedy właściwie rozumieć ludzkość. Nie idzie tu o "zamilczanie" prawd wyższych, lecz raczej o sposób odpowiedni ich reprezentowania i o takt stosowny. Taką właściwość cenną przyswaja się w odniesieniu do wielu rzeczy, o których się dawniej mówiło, a zwłaszcza w stosunku do sposobu, w jaki się mówiło. Złym byłby wtajemniczonym ten, kto uzyskanych tajemnic nie oddałby na usługi świata, jeżeli to tylko możliwe. Do udzielania wiadomości w tej dziedzinie nie ma przeszkody żadnej prócz tej, jaką jest niezrozumienie ze strony osoby odbierającej dane wiadomości. W każdym razie wyższe tajemnice nie nadają się do tego, aby być tematem swobodnych rozmów. Nikomu jednak nie "zabrania się" mówić o nich, gdy osiągnął odpowiedni stopień rozwoju. Nikt inny nie przyjmuje w związku z tym żadnej "przysięgi". Wszystko bierze on sam na własną odpowiedzialność, musi sam znaleźć w sobie rozstrzygnięcie, jak ma w danych warunkach postąpić. "Przysięga" zaś nie znaczy nic innego jak to, że został on uznany za zdolnego do ponoszenia takiej odpowiedzialności" (C 117).

Teraz rozumiesz na czym polegają te przysięgi i te "tajemnice" w szkołach tajemnych. Nie oczekuj więc, że przed kimkolwiek będziesz kiedykolwiek składał jakieś przysięgi lub ślubowania. Podobnie jest z twoim zobowiązaniem przy wstąpieniu do "terminu" jako "uczeń tajemny". Nie zobowiązujesz się do niczego przed nikim innym jak jedynie przed samym sobą. Jeżeli to zobowiązanie będzie dla ciebie mniej ważne i mniej święte niż złożone wobec innej osoby, to jeszcze nie dorosłeś do ścieżki. Zrozumiesz teraz jaśniej to, co o tym zobowiązaniu pisze Bławatka (B 962):

"Jeżeli człowiek dojrzały do oświecenia, pragnie być przyjęty przez Mistrza na czeladnika, musi mieć w pamięci umowę z Mistrzem, zawartą czy to milcząco, czy formalnie, nie może zapominać nigdy, że zobowiązanie to jest święte. Idzie tu o siedmioletni okres próby. Jeżeli przez ten czas uczeń będzie mimo wszelkiej pokusy wierny Mistrzowi..., to może zostać wtajemniczony i odtąd już obcować bezpośrednio ze swym Guru. Zależy to od uznania Mistrza, czy w okresie próby czeladnik, mimo swych błędów i grzechów, ma otrzymywać znaki lub wskazówki. Guru znając przyczyny i motywy, popychające do grzechu kandydata, jest wyłącznie uprawniony do osądzania czy ma zachęcać przyszłego czeladnika. Zatem, warunkiem pierwszym i nieodzownym jest, aby uczeń przez okres próby pozostał oddany i wierny Mistrzowi... Im częściej przerywa się związek magnetyczny między nimi dwoma, tym trudniej nawiązać go ponownie. Nie można zatem żądać od Mistrzów, aby swe siły marnowali na nawiązywanie łączności z kimś, u kogo przewidują przyszłe koleje jego życia i odpadnięcie jego ostateczne. Ale jakże wielu z tych, co już z góry oczekują dowodów wyróżnienia bez spełnienia tych żądań, czyni z tego zarzut Mistrzom, zamiast uznać błędy własne! Przerywają po dziesięć razy na rok związek i chcą, aby on się znów naprawiał. Do tych to, co są niezadowoleni, chociaż nikt niczego im nie obiecywał, chciałabym rzec: Czy wypełnialiście swe obowiązki i przyrzeczenia? Czy wy, co Mistrzów, owe wcielenia miłosierdzia, cierpliwości i miłości, obwiniacie o to, że was niedostatecznie forytowali – czy prowadziliście życie święte i wypełnialiście nałożone na siebie warunki? Kto z czystym sercem i sumieniem może powiedzieć, że nie popełnił nigdy błędu poważnego, nie powątpiewał nigdy w mądrość Mistrza, w swej niecierpliwości zdobycia sił tajemnych nie szukał nigdy obcych wskazówek, nie uchybił nigdy swym obowiązkom ani myślami, ani postępkami, ten jedynie mógłby obwiniać drugich, nie siebie... Bez wątpienia wielu jest powołanych, ale mało wybranych; niewielu tylko ma cierpliwość wytrwania aż do końca, innym bowiem nie w smak jest prosta wytrwałość i jednolitość celu".

Z tych gorzkich słów Bławatskiej-czeladnika nauczyć się możesz bardzo wiele. Zwróciła je do tych, którzy, nie dorósłszy jeszcze do ścieżki, uważali się w swej zarozumiałości za uprawnionych do próby na czeladników. Zapamiętaj to sobie, bo zdarzać się może nieraz, że przez długie siedem lat próby upadniesz, zniechęcisz się i odstąpisz od ścieżki, a potem powiesz, że widocznie nie istnieją Mistrzowie, skoro ci nie dali żadnej wieści o sobie.

Przygotuj się na to, że co najmniej siedem lat spędzisz na terminowaniu jako uczeń poddany próbie. Jeżeli po tych siedmiu latach przygotowania nie będziesz jeszcze dostatecznie przysposobiony, musisz zacząć dalszych siedem lat próby, albo też odpaść ze ścieżki i wrócić na szeroką drogę światowego życia. Zasada każdej szkoły tajemnej, czy to starodawnej czy też nowoczesnej jest ta sama: najpierw okres siedmioletniej próby czyli "przygotowania". Gdy ta próba wypadnie zadowalająco, następuje drugi okres siedmioletni, okres "oświecenia". W nim uczeń, który przeszedł przez próbę zwycięsko, uczy się tego, co ma przyswoić sobie jako czeladnik. Dopiero potem może dostąpić "wtajemniczenia", zostać czeladnikiem przyjętym i pracować wspólnie z Mistrzami. Każdy okres siedmioletni może być podwojony, a nawet potrojony, jeżeli nie wypadnie pomyślnie. Trzykrotne jednak nieprzetrwanie próby wyklucza już ucznia stanowczo ze szkoły tajemnej. Ponowne wstąpienie musi wtedy odłożyć aż do wcielenia następnego.

Dlaczego są to okresy obejmujące po siedem lat, a nie np. po cztery lub po dziesięć, zrozumiesz, gdy przypomnisz sobie, że życie człowieka składa się również z okresów siedmioletnich. Przez pierwsze siedem lat życia człowiek buduje swe ciało fizyczne, przez następne siedem lat – ciało eteryczne, przez następne 7 – astralne, przez dalsze siedem lat – ciało myślowe. Dopiero w 29 roku życia jaźń niższa człowieka jest już "gotowa". Jednak te wytworzone już ciała gruntownie zmieniają się co lat siedem, a raczej mogą się zmieniać. Po upływie siedmiu lat nie pozostaje w ciele ani jedna cząsteczka ta sama, a od woli człowieka zależy, czy na miejsce dawnych wbuduje cząsteczki takie, jak poprzednio czy też inne, lepsze. Czeladnik ma przebudować gruntownie swe ciała, ma wszystkie ich cząsteczki wymienić na nowe, szlachetniejsze. Do tego potrzebuje lat siedmiu, bo w krótszym czasie przebudowy wykonać nie zdoła. Jeżeli nie ukończy pracy w czasie lat siedmiu, to musi przebudowę przedłużyć na okres następny.

Przestanie cię już teraz zdumiewać to, że na samo "przygotowanie" potrzeba pełnych siedmiu lat – co najmniej. Dotychczas, może wyobrażałeś sobie, że jesteś już przygotowany, skoro czujesz pragnienie wstąpienia na ścieżkę, skoro błąkasz się i szukasz. Ty dopiero zapragnąłeś, aby rozpocząć przygotowanie. Nie oczekuj zatem, że od razu, dziś odczujesz przy sobie Mistrza, że ujrzysz jakieś oznaki Jego obecności i opieki. Ty masz dopiero przez tych siedem lat okazać się godnym takiej opieki. Natomiast nie miej wątpliwości, że i w ciągu tych lat przysposabiania się znajdziesz nieuchronnie objawy tej Jego opieki, jeżeli sobie tylko na nie zasłużysz. Znajdziesz ich dokładnie tyle i dokładnie takie, na jakie zasłużysz. Nie będą to oczywiście listy Mistrza znajdowane w sposób cudowny w twym pokoju szczelnie zamkniętym, albo książki, które nie wiadomo skąd zjawią się w twoim posiadaniu. Nie zajdzie na pozór nic cudownego, nic takiego, czym mógłbyś się pochwalić swoim bliźnim jako dowodem wyróżnienia przez Mistrza. Jeżeli jednak potrafisz uważnie śledzić wydarzenia w twym życiu i wiązać je ze sobą w łańcuch przyczyn i skutków, spostrzeżesz bez wątpienia, że jednak dzieje się coś, co cię przedtem nie spotykało. Zaczniesz, pozornie przypadkowo, poznawać ludzi, którzy wprawdzie nie są wcale Mistrzami, ale są narzędziami w Ich rękach, narzędziami ślepymi i całkiem tego nieświadomymi. Ludzie tacy powiedzą ci coś zasłyszanego od kogoś trzeciego lub przyniosą ci książkę dla nich samych bezużyteczną. Zawsze jednak przyniosą ci to, czego ty właśnie potrzebujesz i co zużytkować potrafisz. Pamiętaj, że to wszystko są wskazówki twego Mistrza, które masz tylko wybrać odpowiednio spośród reszty nieużytecznej i zastosować do celów twego przygotowania.

Na czym polega przygotowanie, dowiesz się w szczegółach z dalszych rozdziałów, tu tylko powtórz sobie raz jeszcze, że przygotowanie musi być inne dzisiaj, w wieku XX niż było w czasach wczesnego chrześcijaństwa, a tym bardziej inne od przygotowania w czasach egipskich lub indyjskich. Urodziłeś się już z wieloma umiejętnościami takimi, jakie ludzie ówcześni dopiero musieli mozolnie w sobie rozwijać. Masz teraz natomiast rozwijać takie, z którymi ludzie rodzić się będą dopiero za lat tysiące. Musisz wyprzedzić bieg rozwoju naturalnego, stanąć na czele ludzkości jako przodownik jej postępu. Przypomnij sobie także, że idzie o przygotowanie twych ciał niewidzialnych, bo w nich ma zamieszkać twa jaźń wyższa. Nie szukaj wiec na dalszych kartkach tej książki żadnych przepisów higienicznych, a tym bardziej gimnastycznych, choćby tylko ćwiczeń oddechu. Przepisy takie mógłbyś znaleźć w Hatha jodze, ale dla ciebie są one zbyteczne.

Gdy po latach przygotowań odbędziesz pomyślnie "próbę", będziesz należeć do tych nielicznych, którzy już po pierwszym okresie siedmioletnim dostąpili oświecenia. Ten drugi okres jest bez porównania poważniejszy od pierwszego, ale łatwiejszy może o tyle, że już nie grozi co krok usuwanie się gruntu pod nogami, bo już nauczysz się stać mocno na stromej pochyłości. Będziesz natomiast ciągle napotykać na różne pułapki i sidła nieoczekiwane, coraz to nowe i coraz to inne. Nie zastawi ich twój Mistrz ani ktoś trzeci, tylko ty sam będziesz je sobie zastawiał. Na stopniu oświecenia będziesz kolejno dostępował coraz to większej wiedzy i władzy, a to dla twej jaźni niższej, dla twej zarozumiałości i egoizmu będzie pokusa niebezpieczna, aby uznać się za wszechwiedzącego i wszechmocnego. Gdy cię ta pycha uwiedzie, przestaniesz iść w ślady Mistrza, a zechcesz iść w swoje własne. Zawiedzie cię to za każdym razem na bezdroża, z których odwrót jest smutny i upokarzający.

Podczas oświecenia masz przejść przez drugą z rzędu "halę", których jest ogółem trzy, odpowiednio do trzech "gun" sanskryckich: tamas, radżas i sattwa i odpowiednio do trzech potęg różokrzyżowych: Aryman, Lucyfer i Chrystus. O tych halach mówi "Głos milczenia" (D. 13):

"Trzy hale, wędrowcze strudzony, powiodą cię do kresu trudów. Trzy hale, zwycięzco mar, poprowadzą cię przez trzy stany świadomości (dżagrat, swapna i suszupti) do czwartego (turija [turya]), a stąd w siedem światów, światów spoczynku wiecznego. Jeżeli chcesz wiedzieć ich nazwy, to słuchaj i zapamiętaj: Imię hali pierwszej jest awidja [avidya]. To jest hala, w której ujrzałeś światło dzienne, w niej żyjesz i w niej umrzesz. Imię drugiej jest hala nauki. W niej dusza twa znajduje kwiaty życia, ale pod każdym kwiatem czai się wąż. Imię trzeciej jest hala mądrości, a poza nią rozlewają się wody bezbrzeżne akśary, niezniszczalnego źródła wszechwiedzy. Chcąc przekroczyć na pewno halę pierwszą, nie zezwalaj umysłowi łudzić się mniemaniem, jakoby płonące w niej ognie pożądań były światłem słonecznym twego życia.

Chcąc szczęśliwie przejść przez halę drugą, nie zatrzymuj się dla wdychania woni upojnej jej roślin. Aby być wolnym od pęt karmy, nie szukaj Guru w tych dziedzinach szału. Mędrcy nie przebywają w tych rozkosznych ogrodach zmysłowości, nie nadsłuchują zwodniczych wezwań złudy. Tego, który ci w odrodzeniu się pomoże, szukaj w hali mądrości, w halach poza nią leżących, w których nie ma cieni, a światło prawdy świeci jasnością nigdy nie malejącą. Chcąc przez halę mądrości dotrzeć do doliny błogości, zamknij uczniu swe zmysły przed groźnym szałem twej ahamkary [żądza życia osobistego, cielesnego, nie złączonego z Bogiem przyp. J.A.S.] pozbawiającym cię spokoju".

Wiesz zapewne, że "Głos milczenia" jest fragmentem księgi "Nauk złotych" istniejącej w Indiach od prawieków, a pochodzącej od Arjasangi, nie zdziwi cię zatem jej ton archaiczny. Wiesz także, że od tych czasów indyjskich posunęliśmy się w rozwoju daleko, potrafisz więc sobie wytłumaczyć odpowiednio jej treść, a zwłaszcza fragment ostatni z tu przytoczonych. Indowie musieli jeszcze "zamykać zmysły przed szałem ahamkary", aby dotrzeć do "doliny błogości" (nirwany). My dziś jednak mamy już inne zadanie. Nie wolno nam już uciekać w "dolinę błogości", bo zadań swych mamy szukać na tej Ziemi. Podobnie błędne byłoby "zamykać zmysły" dla uzyskania spokoju, bo zmysły masz opanować, nie zamknąć. Uczyć się tego będziesz na piątym szczeblu ścieżki. Ahamkara twoja nie jest ci już dziś zawadą, lecz pomocą, bo dzięki tej dążności do życia indywidualnego możesz być w ogóle użyteczny dla swych bliźnich. Bez niej byłbyś tylko nieproduktywnym członkiem społeczeństwa, jego ciężarem.

Hala pierwsza, to równia ziemska, fizyczna. Panuje nad nią awidja (niewiedza, tamas, Aryman), ale ty już ponad nią wyrastasz, skoro szukasz dostępu do ścieżki. "Ognie pożądań" już nie są "światłem twego życia", nie kierujesz się już żądzami i popędami, bo nie chcesz być ich niewolnikiem, lecz władcą.

W hali drugiej znajdziesz "kwiaty życia", bo równia astralna jest niezwykle bogata w formy. Ale pod kwiatami "kryje się wąż" (radżas, Lucyfer). Radża opanowany jest przez Lucyfera i przez to ludzie w swoich żądzach i złych pragnieniach czy zboczeniach nie widza nic złego, bo SA zaślepieni przez demona Lucyfera. Dlatego też Eliphas Levi zwie równię astralną "wielkim wężem". Tam szybko znalazłbyś "nauczyciela", ale byłby to Guru fałszywy [Z równi astralnej pochodzą "duchy opiekuńcze" u spirytystów, szamanów, derwiszów i fakirów – przyp. J.A.S.]. W tych "dziedzinach szału" znajdują mistrzów tylko czarnoksiężnicy lub nieuświadomieni spirytyści. Jest to tylko hala nauki, masz poznać jej złudy zwodnicze a piękne, lecz nie pozostać w niej.

Dopiero w hali trzeciej możesz znaleźć twego Mistrza, bo równia myślowa, to najniższa z dziedzin, na których On działa. Dopóki więc nie dotrzesz do tej hali, nie oczekuj ujrzenia Go lub otrzymania od Niego jakichś bezpośrednich wieści. Ponad tą halą dopiero bije "źródło nie wysychające wszechwiedzy" (akszara, intuicja), tam dopiero świeci światło prawdy nie osłoniętej. Do hali mądrości dochodziłeś tylko we śnie najgłębszym (suszupti), z którego nie zachowywałeś żadnych wspomnień po obudzeniu się do stanu świadomości dziennej (dżagrat). Na "ścieżce" nauczysz się przenosić do świadomości inspiracje uzyskiwane na równi myślowej, podobnie jak nauczysz się zdawać sobie na jawie sprawę z imaginacji świata astralnego, które dotychczas przypominałeś sobie tylko szczątkowo z twych marzeń we śnie lekkim (swapna). Po przejściu przez te szczeble najwyższe ścieżki dojdziesz do "czwartego stanu świadomości" (turija), który Indom pradawnym był dostępny tylko w transie (samadhi), tobie jednak, będzie dostępny w każdej chwili, na jawie, bez tracenia przytomności i pamięci. Wtedy jednak będziesz już czeladnikiem, a do tego droga jeszcze daleka.

Trzy hale wspomniane w "Głosie milczenia" już teraz zaczynają ci się łączyć z tymi trzema etapami, na których polega wstęp na ścieżkę. Przygotowanie do niej odbywa się na równi fizycznej. Masz na niej przyswoić sobie wszystko, co się w ogóle na niej da uzyskać, aby móc wejść do "hali nauki". Tam będziesz stopniowo przechodził przez "oświecenie" całkiem odmienne od tego, które mógłbyś uzyskać zmysłami fizycznymi. Zaczną się otwierać twe zmysły astralne; będziesz wchodził stopniowo na tę równię "wielkiej złudy" (mara [māra]), na której rządzi "król mar", który ma w swej koronie klejnot o takim blasku, że od niego ślepną śmiertelni. Znasz może piękne podanie o Lucyferze, który spadając z nieba strącony, zgubił ze swej korony ów klejnot i z niego to potem powstało naczynie przechowujące w sobie św. Graala. Jest to więcej niż symbol i później go zrozumiesz.

Zrozumiesz także, że Lucyfer, to nie szatan tylko jakaś inna zła moc ciemna stosownie do swego imienia, pierwotnie "światłodawca", któremu ludzkość po jego upadku zawdzięcza niesłychanie wiele złego i fatalnego. Jest to potęga ogromna, ale zła, bo udaje anioła światłości i może zaprowadzić ludzi na bezdroża, jeżeli jej ulegną. Ty jednak nauczysz się korzystania z niej jako ze środka potężnego, nie myląc go jednak z celem. Nie będziesz jego niewolnikiem, będziesz panować nad złymi duchami.

Józef Aćarya Świtkowski


Portal wiedzy ezoterycznej: 

© Wszelkie prawa do publikacji zastrzeżone przez: radza-joga.blogspot.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz